Ja również miałam wesoły moment podczas porodu, ale za sprawą żartobliwego lekarza:-)
Jak odeszły mi wody i jechałam właśnie na salę,gdzie miał być poród rodzinny-lekarz powedział do mnie ze stoickim spokojem i uśmiechem,że "Niestety sala do porodu rodzinnego jest zajęta,więc urodzę tu na korytarzu"

A później jak już leżałam na sali, dojechał mój mąż i też trafił na tego samego lekarza

Biedny mąż biegł i szukał sali,a lekarz go zatrzymał i pyta: Gdzie panu się tak śpieszy??Na to mój mąż-Moja żona rodzi. A lekarz: to proszę tam biec i...skierował go na salę noworodków

Biedny zasapany mąż wrócił i w końcu trafił do sali,ale lekarz stanął w drzwiach i pyta się mnie: Czy to na pewno pani mąż? Bo pani teraz ma prawo niejasno myśleć. Mam go na pewno wpuścić? Jest pani pewna? I oczywiście śmiał się od uch do ucha

Za to mój mąż się gotował i do tej pory wspomina,że miał ochotę mu przywalić

W całej akcji porodowej był dzielny,ale chciało mi się śmiać jak opowiadał,że jak zaczęłam rodzić to podglądał jak dziecko wychodzi i stwierdził: To wcale nie jest tak jak mówią-nasza córcia nie była brudna,tylko troszkę główkę miała pomarszczoną

AHHH....teraz nie poddaje się-mówi,że przy drugim porodzie też chce być
