Cześć, a u mi było tak:
Mąż wrócił około 2 w nocy z imprezy, prysznic, i spać... A ja o 3:30 krzyczę, że mi wody odeszły i że rodzę, a na to mąż: "Już???!!! Dopiero sie położyłem, zaczekaj trocha".!!!!! Ja się wściekłam, i mówię że sama sobie do szpitala pojadę. ale on mężnie zsunął się z łóżka, wsiedliśmy do auta, przyjeżdżamy do szpitala, na izbę, a tam kolejka rodzących!!! A ja już rodzę, wody mi odchodzą!!! Okazało się że na izbie nikogo nie ma (bo to sobota noc), lekarz śpi gdzieś i nikt go nie zawiadomił, a kolejka się zbiera! Więc ja zainterweniowałam, i zanim mnie przyjęli, to dziewczyna, która była przede mną juz urodziła. Ja natomiast jeszcze leżałam 3 godzinki z coraz większymi skurczami, a mój mężuś cichutko spał na stołeczku obok i tylko jak ja krzyczałam przy każdym skurczu, to otwierał swoje oczka i mówił: ODDYCHAJ KOCHANIE, ODDYCHAJ...