No wiec 15,07 pojechalam na 11 na ktg nic nie zapowiadało sie ze urodze albo ze sie zanosi .. chociaz to byl poniedziałek mowilam do TZ zeby nie jechał do pracy bo coś czuje ze wezme mu auto,pojade na ktg i juz po niego nie wroce i jak coś to jak on mi dowiezie rzeczy i jak bedzie przy mnie ( wiadomo jakby tak bylo to taxi i heja no ale wiecie) on ucieszony ze nie poszedł do pracy pojechał ze mną,na ktg oczywiscie lekkie skurcze ale maciupkie ... ale Zu byla coś leniwa w ten dzien i chyba dwa dni wczesniej.. czulam ja ale mniej niz zazwyczaj.. no pozniej badanie u poloznej ( margos,kochana Pani "ruda") No wiec sobie mysle powie mi ze zapis prawidłowy i tyle mnie widzieli i porod.. no ale nie szok ona karze mi wejsc na samolot .. ledwo spodnie sciagłam i sie tam wytachalam jak mi włozyla palucha to myslalam ze ja kopne albo niewiem co .. ( nie robila mi zadnego masażu szyjki czy coś- poprostu badanie..) a tu nagle czuje BACH patrze jej reka cala we krwi pozniej troche na ziemi bylo chlusło ze mnie a ja cala wydygana no bo wody to ok,ale krew? Ona mowi zebym załozyla podklad ( dala mi..) i ze wypisuje skierowanie na IP i zeby szybko... zdarzylam zapytac tylko czy coś "nie tak" ona mowi ze takie coś to po badaniu moglo sie zdarzyć.. no to wychodze z gabinetu tz patrzy na mnie a ja mu kartke ze skierowaniem i mowie ze musi jechać po rzeczy ze krwawie i nerwy mi puscily,hormony i szloch TZ przytulal prosił zebym nie plakala ( wsumie to niewiem czemu sie poplakalam,zmartwila mnie tak krew..) no ale ogarnelam sie poszlismy na IP tam oczywiscie takie pytania bez sensu kosmetyczka itp wiadomo..badanie usg na ktorym mała wychodzila 3600 ale z racji tego ze 3 tyg tyle samo u gina wyszło ! to napewno ok 3800 bedzie wazyć .. sobie mysle jasne ciekawe jak ja wypchne.. ok odprawilam TZ do domu po rzeczy mnie przyjeli na patologie.. poszlam Pani mnie oprowadzila gdzie lazienka itp sala.. wybralam łózko.. po tym jak ta krew chlusla mialam juz reguralne skorcze ale nie liczylam mniej wiecej co ile one sa.. ale przerwy byly dlugie w miare.. podlaczyli mnie na ktg ... tz zdarzyl wrocic itp ... nuda pozniej przyszla polozna pytam czy na ktg cos wyszlo ona mowi ze nie .. a ja czulam skurcze i mowie.. a ona do mnie ze tak sie czasami zdarza.. ze ona nie uwaza ze klamie itp... sobie mysle ze przeciez wiem co czuje .. no ale dobra.. przez caly czas czuje ze ta krew ze mnie cieknie cały czas.. ilez mozna,ide do babeczki i mowie do niej ze cieknie mi caly czas i to nie mało... a ona ze to nic i jak lekarka przyjdzie to mnie zbada.. no to czekam czekam i czekam az wkoncu laskawie! Miedzy czasie tz pojechał na obiad do domu ..
badanie na samolocie ( ojj jak bolalo..) Pani mowi 4 cm rozwarcia ze rodze i zapraszamy na porodowke no to z powrotem dopokoju wzielam rzeczy smieje sie ze bagaż jak na tydzien .. Pani mowi zeby sie nie przejmować ze nieraz to przyjezdzaja takie co maja jak na miesiac Ok poszlam na porodowke miedzy czasie dzwonilam do mamy i tz ze musi wracac no bo rodze hahahah zaprowadzila mnie Pani do sali porodowej gdzie sobie grzecznie siedzialam,czekalam na tz pisalam sms ... pisalam z Wami ... Oczywiscie skurcze byly chyba co 7 minut ale nie bolaly jakos mocno wiec mialam dobry humor i tak sobie czekalam.. pozniej tz przyjechał .. nudzil sie grał w jakies coś na moim telefonie .. a ja sie wkurzalam bo nie mialam jak na wizazu siedziec .. miedzy czasie oczywiscie Panie studentki co 15 minut przychodzily i badaly tetno chyba maluszka,pogadalam z nimi nawet takie fajne byly .. ok pozniej skurcze coraz mocniejsze i czestsze.. Przyszla druga zmiana poloznych i pani Jadzia..
mnie zbadala mowi ze rozwarcie nie postepuje i zaczymalo sie na 4 ( jupi sobie pomyslalam..) a skurcze coraz mocniejsze .. zaproponowala mi prysznic.. no to ide klitka taka ledwo sie zmiescilam do brodziku i do lazienki z tz i stojakiem tym na ktorym wisial worek z oxy ( no bo zostalam juz pod niego podpieta jakis czas wczesniej) smialam sie do tz ze jakby byla jakas "wieksza" kobieta to nie szlo by jej tam wejsc.. Jadzia zapewniala ze po prysznicu bole beda mniej bolesne.. a u mnie ? wrecz odwrotnie! nasilily sie.. ok studentka co chwile przychodzila i patrzyla co ile leci kropi oxy no i mowi cos ze 20 kropel na minute? poszla.. tz liczy a tu 20 na pol minuty ... bole coraz mocniejsze .. no to mowimy jej a ona ze sie tak nieraz dzieje i ze jak przestawi na minute to bedzie mniej bolec no ok.. pozniej probowalam pilki itp ale nic nie pomagało jedynie pozycja oparta na rekach i zgarbiona opieralam sie na łozku ... i tak to przelecialo wtedy juz byly skurcze co 4 minuty ... i mocne ... bardzo... tz mi podawał wode probował jakos lagodzic itp w kazdym badz razie nie przeszkadzał i nie wnerwiał a pomagal Ok 22,30 badanie znowu,sobie mysle ze Jadzia zwariowala przeciez mnie tak boli .. tz wyszedł na czas badania Jadzia wklada palucha a tu nagle czuje CIEPŁO ! patrze a tam wszystko pływa,łozko majtki Jadzia studentka podłoga.. studentka wybiegla po mopa czy po coś tam i tylko w drzwiach widzialam mine tz myslal ze juz urodzilam posprzataly ogarnely jadzia znowu wklada paluchy i mowi ze rozwarcie 9 cm ! skurcze byly prawie NON STOP! troche jeszcze mnie pomeczyly i wrocily przygotowały wszystko i mowia ze przemy .. rozlozyly podnozki, takie coś na rece zeby sie tego mozna bylo chwycic .. i zaczela sie jazda bol taki niesamowity ze dramat! przy kazdym skurczu darłam morde na cały oddział- nie dało sie inaczej ... jak sie nie darłam to przepraszalam tz ze mu siare robie Jadzia mowila caly czas ze super pre ze swietnie mi idzie .. na jednym skurczu kazala mi głowe do cyckow i przec z 3 razy ( jakby to takie proste bylo) dawalam z siebie wszystko... ale głowka nie chciala przejsc.. no i usłyszalam jak ktoś tnie kartne papieru technicznego - o jakze sie mylilam bo to bylo moje krocze ( ale taki sam dzwiek ) i zaraz mała byla juz na swiecie ...dokladnie o godz 00 ... (no i pytaly sie mnie czy chce miec dziecko z 15 czy 16.. mowie ze z 15 .. ) dały mi takiego malego flaszka na brzuszek .. ( oczywiscie miedzy czasie zdarzylam zapytac Jadzie czy ma włosy mala - JAKIES TAM MA.. usłyszalam
) i uslyszalam ze napewno nie wazy 3600 ze troszke mniejsza..( 56 cm i 3300) popatrzylam na mała,na tz ktoremu łzy poleciały .. i nagle uswiadomilam sobie ze mala nie zaplakala... tylko lekko zajaknela... uslyszalam zeby dzwonic po pediatre .. i wzieli mala obok na to stanowisko dla dzieci .. tam dwie lekarki i studentka zajmowaly sie mala a ja pytalam o co chodzi dowiedzialam sie ze mala sie zachlysnela wydzielina ze ma ja w płuckach i nosku ... ale ze wszystko jest ok.. mowie ze dobrze ze koniec porodu.. Jadzia uswiadomila mi ze jeszcze lozysko ale to jeden mocniejszy i zobaczylam ten okropny widok FUJ ... pozniej zszywanie... nie ruszalo mnie to bo wzieli mała gdzies.. tz pobiegł za nimi... pozniej wrocił i mowi ze mala w inkubatorku.. i ze coś jest nie tak... pytam sie Jadzi to mowila ze wlasnie zachlysnieta gesta wydzielina ..? studentka mnie wyczyscila ogarnela wszystko i kazala lezec.. ja drgawki trzeslam sie jak galareta ale to podobno po oxy i z wysiłku... mowie do niej ze ja wstaje nie musze lezec i ide do malej ( nawet nie wiecie ile mialam energi wtedy...) zabronila mi ... tz usiadł na foteliku takim smiesznym a ja odliczalam dwie godziny ktore mialam lezec plackiem.. ciagły sie nie milosiernie.. tz zaliczyl drzemke z nerwow i tez wysiłku jakby nie bylo ( ilez sie nachodził za mna do ubikacji podawał mi wszystko masował itp) ... dochodzila godz 2 (miedzy czasie studentke poprosilam aby poszla wypytac o mala ... ale powiedziala mi to co na poczatku .. ) miedzy czasie przyszla Pediatra ( baba taka ze urwac jej leb to mało!) mowi ze nasza corka ma jakies obnizone napiecie miesniowe no i to zachlysniecie... ja juz scenariusz ze miesnie ze to ze tamto ( wiecie.. eh) tz to samo .. zamiast nam wytlumaczyc normalnie jak ludzia to takim jezykiem i wogole taka nie mila byla ze dajcie spokoj.. wkoncu 2 godz.. Jadzia


masakra!!
planujesz poród rodzinny? 
