Ja mam troje dzieci, wszystkie "urodzone naturalnie" i- niestety, wszystkie trzy porody dłuuuugie jak wieczność i bolesne...

.
Przy pierwszej dwójce to o z.z.o. mogłam tylko "pomarzyć"- w tamtych czasch nikt sobie głowy takimi "fanaberiami" nie zawracał.
Przy trzecim dziecku miałam nadzieję, że pójdzie łatwiej ...A, gdzie tam!
Proś o znieczulenie , nie ma co się męczyć.
Ja po prawie dobę trwającym porodzie byłam tak wykończona, że szkoda gadać...A, że zatrzymali nas w szpitalu na tydzień, bo córeczka coś "złapała", to jedynym moim marzeniem przez ten cały czas było "WYSPAĆ SIĘ WRESZCIE"- bo, oczywiście, trzeba było samemu opiekować się dzieckiem od początku...A Tata przecież też nie mógł przesiadywać bez przerwy u mnie, bo były jeszcze dwie inne Dziewczyny w pokoju i niekoniecznie życzyły sobie towarzystwa obcego faceta non-stop....
Ja tam nie straszę- to JEST do przezycia . Ale...po co się męczyć
Dodam tylko, że BYŁAM nastawiona pozytywnie, czytałam, trenowałam oddechy itp...ale ...niewiele to pomogło ...