Operacja w sumie zaczęla się ok godz 9.00 i trwala do godz 15.00. Prof Wojtalik wyszedl, zabrał na do biura i mowi, ze zrobił wszystko co zaplanował, nie zaszył jedynie calkiem dziurki w sercu aby powoli komora sie przystosowała do nowego napływu krwi-to mozna kiedys doszyc przy wymianie łąaczenia lub nieinwazyjnie przez tętnice. Dalej...dołączenia tętnic wykorzystano material pochodzenia zwierzęcego, wołowy z karku....
Oczywiście operacja odbyła sie na otwartym serduszku pozaustrojowo, a więc serce zatrzymano a krew pompowalo zastepcze urzadzenie. Specjalnych komplikacji nie było. Tetnice małej były baaardzo pozwężane, takze operacja była niezbędna.
Poza tym uslyszeliśmy, ze mozliwe iz Maja będzie siniała oraz ze jest w stanie ciężkim. Naszczęście po ogrzaniu ciala i przywróceniu krążenia serduszko zaczęlo samo bić, ale były problemu z zanizonym cisnieniem-dlatego podaja jej mnostwo leków. I jak to prof ujął, lekarz dzisiejszej nocy nie zmróży oka.
Powiedzial też, ze jeśli nie będą musieli jej zbytnio ratować i wspomagac....to sobie poradzi, bo dzieci odratowywane z czasem niestety "gasną". Ale wszystko to okaze sie w najblizszych godzinach.
Moglismy do niej wejsc na moment - wygląda calkiem swojo, nakazałam jej sie zbierac i wracac do nas!
Kolejne info o stanie Mai uzyskaliśmy po godz 21.00 od lekarza dyzurnego - boski lekarz dr Hentschke, który przekazal, że stan Mai sie poprawil, cisnienie w normie, saturacja choć na respiratorze dobra i, że są zaskoczeni, bo po tak ciezkiej operacji i wadzie, szykowali sie na stałą ingerencję w ratowanie malej, a tu cisza, stan stabilny bez paniki...hurrrraaaa, choc mamy sie nie radowac, bo w kazdej chwili to sie moze zmienic.