Cześć cioteczki...
Tak jak wcześniej pisałam, u Mai nic nowego, raz ma dzień lepszy, potem znowu coś. Już mnie to męczy. W dodatku ta rozmowa z non stop innymi lekarzami - ten nie wie zbyt wiele, tamten pesymista a jeszcze trzeci lubi sobie pogadać w sumie o niczym. Raz słyszę, że jest stabilnie bez zmian, a potem, że Maja nie jest stabilna bo nie trzyma temperatury, Przecież już chciano ją zamykać, a teraz strach o to, że to zly moment. Nie wiem nawet czy w poniedziałek coś zrobią, ta woda z brzuszka splywa i wciąż się produkuje. A ciałko...raz rozgrzane a raz ma tylko 31`. Jakie to męczące. Ostatnio wychodze szybciej z tych widzeń bo zaczynam słabnąć nad łóżeczkiem malej....emocje?, zapachy medyczne??smutny widok??mocno nagrzane pomieszczenie?? pewnie wszystko razem!!!
Zosi się udaje, radzi sobie, wybudza się...zazdroszczę...
Maja ani drgnie, to juz naprawdę długo, tak bez niej a obok niej. Boję się już myśleć o tym poniedzialku, bo dziecko wciąż nie przekonuje do decyzji zamykania mostka, a jak to juz jeden lekarz ujął, czas najwyższy żeby to zrobić bo dni umykają.
Nie wiem co nas czeka, sama zachowuję się jak warzywko, bo nie umiem płakać, boję się rozklejać a i do radości nie mam zbyt wielu powodów.
Modlimy się, chcemy wierzyć w powodzenie leczenia...ale i tak się martwię.
Padam z nóg, po obiedzie jestem już zmęczona ale w nocy zasypiam tylko dzięki tabletkom nasennym, echhh Majcik !!!! zbieraj się błagam ! !!
To chyba tyle, oby nie było gorzej. Czekamy...nie powinno sie nic dziac na weekendowym dyzurze.
Dziękuję za wszystko...do usłyszenia...