Oj...kochane moje...byliśmy u malej i dowiedzieliśmy się, że rano była lodowata i trzeba było ją rozgrzewać. Rozgrzali, ale jednocześnie podskoczyła jej wew temperatura do 39`

Okazuje sie, że kuzynka Karlam jest tam nową pielęgniarką, która juz poznała Maję a studenci z jej kręgów wciąż oddają krew na rzecz małej. Z jej wywiadu wynika tyle, że Maja jako pacjent ma bardzo ciężką sytuację, naprawdę ciężki przypadek i tylko czas pokaże na co możemy liczyć. Tak na marginesie, baaardzo sympatyczna ta osoba, inne mamy tez ją chwalą za okazanie serca tym dzieciaczkom.
No i tyle, płyn z brzuszka schodzi, miękną jego powloki ale znowu się zbiera i tak wkoło. Dziś wydawala mi się bardzo sina, daaawno już nie było u niej takich szarych kolorkow. No co będę was czarować, zaczynam się rozklejać nad łóżeczkiem, a Ola ma rację...widok Zosi, która ładnie sę zbiera, jest zamknięta, wybudza się a dziś wyciągnęli jej dren z serduszka......ja też tak chcę....Boję się o Maję...rączki jak patyczki....tylko to widzę...same minusy.
Ostatnio lekarz obok nas, tłumaczył jakimś pielęgniarkom na czym polega wada Mai i co zostało naprawione...te babeczki złapały sie za głowę, powiedziały "o Matko Swięta"... .i spojrzały w naszą stronę kiwajac głową. Po takich akcjach na nowo dociera do mnie, jak jest ciężko.
Panie Boże, dodaj mi sil, i proszę daj mi znak, że jesteś z nami....to się nie może źle skończyć, bo nie wiem czy sobie z tym poradzę..............