To dopiero była pogawędka.
Maja jakaś jakby bardziej wyspana, oczka szeroko otwarte, chyba na nas czekała. Odrazu złapałyśmy kontakt, bez żadnej urazy he he he

Oprócz tego, że mała walczy z gorączką, to wszystko bez zmian. Achhh, taka kochaniutka ta buzka, tak bystro patrzy, i wiecie co, mały sukces...ostatnio Maja nie miała siły, ale dziś wymachiwała jedną rączką, ćwiczy ruchy "złap i wyrwij rurkę" hi hi. Zaraz inaczej. Gdyby nie ta chudość...wyglądałaby podobnie jak w Gliwicach.
A Zosia, też wraca do lepszej formy, znowu zmniejszyli jej dawkę tlenu, ale ponieważ walczy z rurką, zostala baaardzo uspokojona - też taka sama skóra i kość.
Dobrze, że obie ladnie siusiają, to znak że dobrze się odwadniają. U Majcika to i opuchlizna z powiek zeszła, a ich zaczerwieniony kolor zbledł do naturalnego.
Modlimy się o wyleczenie zapalenia płuc i zejście z respiratora...
Dziękujemy wszystkim cioteczkom za życzonka dla majeczkowej 11 !!!
Jakoś trudno mi uwierzyć, że Maja już za miesiąc skończy roczek. Taka drobna, tyle zaległości...no i tyle przeżyć za nami...łoj...w głowie mi się to nie mieści.
Dziś, nad talerzem obiadu...dopadły mnie takie łzy, jak Hania pisała o tym koncercie. Niby z nikąd, a jednak... Jutro moja data...i jak pomyślę o tym, co za mną w tym wieku...to chyba stąd te łzy. Jeszcze niedawno myślałam, że przy pierwzej dacie planowanej operacji, to do jutra bylibyśmy w domku, ale jest nieco inaczej.
Dobrze, że Majeczka teraz nie spała - spojrzenie w jej żywotne oczka dadaje mi sił.
Sciskam wszystkich mocno. Pozdrowienia od rodziców Zosi. Buźka
