Po 16.00...
Wyszłam ze łzami od małej. Tak cieniiutko wyglądała - sine usteczka, dłonie i szara buźka, uśpiona lekami, bo ma spadki ciśnienia i szaleńtwo tętna, temperatura 38.8...
Non stop stoi nad nią lekarz a nawet dwójka, siostry biegają do kazdego jej alarmu ciśnienia. Włączają kolejne leki, kroplówki...
nie mogłm jej dotknąć, żeby sie nie wybudziła i nie denerwowala się. 7 minut i juz mnie przeproszono, tyle działań wokół mojego dziecka. nic, tylko łzy w oczach i na korytarz.
Módlmy się...
Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie,
a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!