Dzień dobry bardzo... w 2008
Tak wczoraj kopałam w tyłek Stary Rok, że zmęczenie szybko mnie dopadło, a dziś prawie zaspalam na odwiedzinki u skarba.
Majeczka drzemała, słodki widok, bo naturalny sen bardzo się różni od farmakologicznego.
Saturuje ok 90-94 na monitorze, a w gazometrii 89...czyli naprawde zadawalająco.
Tlen narazie zatrzmany na 45%, tylko zmniejsza się inne parametry respiratora. Co jakiś czas Maja gorączkuje, ale ratuje ja to, że reaguje na oklady z lodu.
Cały czas jest dożywiana wszystkim tym, co najlepsze dla wzmocnienia...już widać efekty na buźce - zaokrągliła się, ładniejsza skórka...ciałko wciąż kościste, ale to potem się nadrobi. Dziś brzusio było mniejsze, ale wątroba cały czas twarda i powiększona. Ja liczę na to, ze jak odstawimy więcej leków, to ona się zregeneruje.
Czekamy na echo serduszka, żeby podglądnąć co się w nim dzieje po cewnikowaniu.
Ogónie mówiąc, Maja jest obecni w najlepszej formie jaką miała po operacji i jak to powiedział profesor : trzeba z tego korzystać! Wzmocnić dziecko i podjąć próbę ekstubacji. Także, my mamy powody do odetchniecia, bo jakiś postęp jest.
Niestety nasza Zosia...martwi... Wiem, że jest jej ciężko, dlatego będzie usypiana jak niedawno Majcik. Justyna ma dołek, tak, to smutne jak trzeba podejmować takie kroki. No i druga sprawa....po takim czasie poza domem i w stresie, gdzie dzień od dnia jest tak różny w samopoczuciu tych dzieci....to wykańcza, męczy i w pewnych momentach zabija nadzieję. Ja mam na to sposób - wypłakać się do woli !!! Dlatego Justynie tego nie zabraniam.
A że złozyło się to wszystko na okres świąt i schyłek roku...to nie jest tak łatwo znaleźć w tej sytuacji coś pozytywnego.
...no ale przecież nie damy sobie zginąć...

Panie...nie przestanę wznosić rąk do Ciebie...oj nie...
