u nas pierwszy dzień w porządku. Maciek ledwo oczy otworzył pytał, czy nie zaspał. do przedszkola dosłownie biegł! gorzej było na miejscu. przebrał sie chetnie i szybko i na salę. a tam... horror. dzieci się darły, rzucały do drzwi, wisiały na klamce, płakały w kątach.. Maciek na to przygotowany nie był i w efekcie i u niego pojawiły się łezki.. przytuliłam, obtarłam, zaczęliśmy żartować, pani go wzięła za rękę i gdy wychodziłam bawił się klockami, bez łez.
mały nie leżakuje, więc poszłam po niego o 12.30. jak sie okazało dzieci, które wg. pani cały dzień były wyjatkowo grzeczne i nie płakały, na widok mam zaczynały wyć. pewnie im nerwy puszczały;-) Maciek też wyszedł z zaczerwienionymi oczyma, choć podobno był b. grzeczny i dzielny.nie poszło tylko z jedzeniem, ale to było do przewidzenia. śniadania nie zjadł, bo był chleb z dżemem. przynajmniej tak twierdził. na obiad zupa kalafiorowa - ok, też bym nie ruszyła;-) za to zjadł drugie danie i opowiadał, że było pyszne - ukochany makaron z sosem pomidorowym. ciekawe, jak jutro będzie.
w każdym razie nie mówi, że nie chce iść, a to już coś
