Każde słowo nawet to tu pisane to naładowanie moich akumulatorów. Widzę że moje zycie nie jest obojetne. Ze cos znaczy. Tak jak kiedyś ja pomagałam ile moglam, tak teraz widzę jakie znaczenie mają slowa wsparcia, otuchy i chociazby zdawaloby sie zwykłego zainteresowania.
W domu mam walke z chorobą bolem, dwojke synkow przy których nie uronie łzy, i męża ktory krazy od domu do sasiada by cos zarobic. Ale musi byc w pogotowiu i do karmienia, przewijania itp. Przy nim tez musze byc silna. Bo on nie wie jak mi pomoc, i ta bezradność go widze ze dobija. A on musi miec sile. Za mnie, za nas dwoje. Sam jest po jednej operacji kolana, drugą musiał odlozyc przeze mnie, a tyra jak wół. Psychicznie musimy być sobie wsparciem.
Ja zyje teraz w sumie dom - szpital. I to scenariusz na najbliższe lata. Na biezaco staram sie pokonywać trudnosci i kolejne "niespodzianki" agresywnego leczenia. Widze ze stygne, odbiera mi sily
Za kilka dni znowu chemia. Za 2 tygodnie nastepna. Pozniej juz co tydzień.
Wiec musze byc silna. I dlatego wybaczcie ze tutaj czasami ponarzekam i sie rozkleje.
Ale nie mam gdzie.. a i nie chce. Wole ta energie przelozyc na walke.
Teraz walke z rakiem i z sobą.
Bez WAS i bez waszego wsparcia nie miałabym szansy na leczenie.
Teraz dochodzi mi koszt tych dodatkowych lekow dokladnie 911.30 na 15 dni plus 250 wizyta co miesiac kontolna.
Mam teraz na subkoncie 295 zl, i we wtorek z tego na zastrzyki kolejne pojdzie. Na paliwo jeszcze zbieram.
Pisze gdzie moge, blagajac o pomoc. Kazda zl to dla mnie przełożenie na walke o zycie.
Dlatego na koniec i tu poprosze
Jak mozecie podac dalej.
I jeszcze raz dziękuję Wam za wszystko. Za to że jesteście


pomagam.pl/walczezrakiem