B
bunia87
Gość
ja to bym chyba udusiła za takie insynuacje... A czemu ja mam się komuś tłumaczyć, do jasnego gwinta?To moja sprawa, czy chcę mieć dzieci, kiedy i ile! Ciekawość ciekawością, ale w szkołach chyba powinny być OBOWIĄZKOWE lekcje z savoir-vivre'u, taktownego zachowania się na co dzień i umiejętności wysławiania się, bo i tego wielu brakuje...
Zadzwonili do mnie z pracy z informacją, że w tym tygodniu caaaaały tydzień pracujeHurrra, już nie będzie stresu o wypłatę w przyszłym tyg, bo autko znowu nam pochłonie 400 funtów teraz...
bunia ja też mam GrzesiaMoże nie małża jeszcze, ale mam nadzieję, że niedługo
![]()
bo Grześki są fajne ;-) gratuluję pracy
ja szukam takiej na stałe, bo zmienili mi profil i właściwie zarobię tyle, jakbym miała pracę dodatkową a nie normalną. dla wyjaśnienia dodam, że pracuję w charakterze korektora tekstów. do tej pory miałam normalną umowę, ale do biura jeździłam tylko oddawać teksty, ewentualnie na zebrania. a teraz to już wogóle nie muszę jeździć, teksty przesyłam mailem i nie mam stałego dochodu tylko w zależności od ilości i rodzajutekstów. czuję sie jak "wolny strzelec". długo to też zresztą nie potrwa, bo chcę coś na stałe (ewentualnie mogę robic czasem korekty, ale w ramach "dodatku") a pozatym jestem tam nowa i skoro już mi tak zmienili, to pewnie niedługo pójdę na "odstrzał", bo firma jakoś cienko przędzie ostatnimi czasy.Ewcia- ja mam też parkę, ale Ciciok jakoś nie umiał za bardzo wziąć się do bzyknięcia, mimo ze Picka się nadstawiała ;-) a swoją drogą- masz norwega? cudne są te koty. gdybym nie miała swoich "rasowych dachowców" to bym właśnie chciała norweskiego- albo maine coona

Ostatnio edytowane przez moderatora:
To moja sprawa, czy chcę mieć dzieci, kiedy i ile! Ciekawość ciekawością, ale w szkołach chyba powinny być OBOWIĄZKOWE lekcje z savoir-vivre'u, taktownego zachowania się na co dzień i umiejętności wysławiania się, bo i tego wielu brakuje...
Hurrra, już nie będzie stresu o wypłatę w przyszłym tyg, bo autko znowu nam pochłonie 400 funtów teraz...
Może nie małża jeszcze, ale mam nadzieję, że niedługo
Więc żeby jej nie zgubić jej nie zakładałam a potem mi nie wchodziła na palce. A po porodzie Karola się bawiła obrączką męża więc moja pewnie by w końcu zginęła. Po przeprowadzce zdecydowaliśmy że nie nosimy obrączek. Marcin musiał ją ciągle w pracy zdejmować, ja robiąc porządki i przy Karoli też nie mogłam nosić więc leżą w szkatułce. A o miejsce w autobusie nigdy się nie prosiłam - dopiero w 9 miesiącu jakaś babeczka ok 45-50 jak mnie zobaczyła to woła na pół autobusu "Jezu dziecko czemu nic nie mówisz - siadaj, dobrze się czujesz?" Aż mi się głupio zrobiło
a z autem daliście czadu
