dzień dobry
sol niefajnie z tym telefonem. jakiś przygłup widać ma nudę. a Karolcia super!!! gratuluję, że tak szybko wszystko łapie. a przypadek z bliźniakami z safari też superaśny
maggy świetne wieści z rańca. buziaki ślę, oby tak dalej było. bardzo się cieszę, że wszystko dobrze.
marylka no to fajny gin. ja chodzę na NFZ ale też mam świetną ginkę. obawiam się, że skoro w tym cyklu u mnie raczej nie wypał, to G będzie musiał się przebadać. bo skoro ja po clo, owu była (II na owu testach) to co może być przyczyną? nie wiem jak go do tego przekonam, bo on to raczej z tych, co są przekonani o swojej płodności byka i myślą, że są w stanie zapłodnić wszystko co jest rodzaju żeńskiego

ale to dopiero na przyszły rok, bo teraz i tak odpuszczam. ale jego uświadomię, że jak nie przestanie gadać o tym, że teraz już dziecko to go pierdyknę w ten kaczy łeb. bo on to ciągle mówi o tym, że mi dziecko zrobi, że jest wszystko dobrze i inne pierdoły. nie dociera do niego, że skoro 16 razy się nie udawało, a w tym 3 z lekami to JEST COŚ NIE TAK. ale faceci oczywiście mają inny pogląd na świat.
wogóle to co do mojego małża, to dzisiaj miałam ochotę go obedrzeć ze skóry!!!
mało tego, że miał iść do sklepu po chleb, to dupy nie ruszył- choć obiecał. poprosiłam, żeby schody odkurzył, bo nanosił suchej trawy, to nie, bo on ma koło domu tyle roboty. nawet kubka po sobie nie umył, chociaż zlew pusty, to kubek dalej stoi na stole. i jeszcze foch na mnie!!! co za

co ja kurna jestem- robot? przez ostatnie 3 dni męczyłam się z bólem szczęki, to się nawet ciul nie zainteresował. proszę go o coś to NIE!! nie mam już siły na niego. nie pamiętam kiedy w domu coś zrobił ostatnio. a z tym odkurzaniem to się najbardziej wnerwiłam. przyszłam ze sklepu (tak, JA musiała iść, choć on mógł na rowerze pojechać, ja nie, bo mam zatoki zawalone znowu i nie mam jak oddychać), to on w piżamie siedział!!! przed tv!!
czuję się jak służąca- do niego nie dociera, że pranie, zmywanie, sprzątanie się samo nie robi. krasnoludków tez w domu nie mamy. myśli że ja siedzę w domu cały dzień i co? leżę i pachnę?!! zapierdzielam jak dziki wół!! pies też się sam nie czesze- to już inna historia, bo to ostatnio baran a nie pies i nie daje się czesać (zresztą nigdy tego nie lubił) i gania po placu, a ja za nim ze szczotką.
trawę też miał skosić, to ja w tym hycu zapierniczałam z kosiarką!!! bo on auto naprawiał przyjaciołom!!! co jest ważniejsze- nasz porządek, czy ich?
dziś mieliśmy jechać nad wodę, to stwierdził, że jutro pojedziemy, bo on dzisiaj chce odpocząć

od czego? nic się w domu nie chwycił tylko siedzi przed tv i gra na play staton!!! a ja oczywiście ta gorsza, bo poodkurzane miało być wczoraj- kit z tym, że przez ostatnie 3 dni nie umiałam się ruszyć, bo mnie tak szczęka bolała.
zobaczymy jaki będzie zadowolony, jak robiąc pranie pominę jego rzeczy, nie posprzątam w domu i nie dostanie obiadu. ciekawe czy mu to będzie odpowiadać- wiem, dziecinne to, ale w jaki sposób mam mu udowodnić, że nic się w tym domu samo nie robi?
no to się wyżyłam. już mi lepiej
no i klops- wszystkie sobie poszły
