problem polega na tym, że moje aspiracje życiowe nie idą w parze z ich marzeniami odnośnie mojego zycia. nie moja wina, że nie chce robić doktoratu jak siostra i że zależy mi na rodzinie. oni mieli dzieci po 30, chcieli jedno, ale wpadli po 8 miesiącach ze mną. niby wiedzą, że dobrze sobie radzę, ale oni myślą, że musze osiągnąć bóg wie co. najgorsze jest to pouczanie, ze niby nic nie mamy... jednak jesteśmy w lepszej sytuacji finansowej niż oni. zapomnieli jak to było, kiedy marzyli o rodzinie, dzieciach i nie potrafią zaaceptowac, ze ja w tej chwili mam takie samo marzenie. to , że jestem dorosła tez im ciężko pojąc ;] mam nadzieję, że ja nie dam swoim dzieciom tak w kość.