Jeżeli chodzi o sprawę o utrzymanie rodziny, to najlepiej nastawić się na najgorsze i na to, że dostanie się mało. Lepiej się miło rozczarować. Ja wierzyłam, że "ugoda" dla ojca mojego dziecka to "godne warunki", ale się przeliczyłam. Dla mnie, na dzień dzisiejszy, logiczne jest, że będą chcieli dać mi na dziecko jak najmniej. Bo dla nich to nie są na dzisiaj pieniądze na dziecko tylko "na mnie i na moje potrzeby". Tak naprawdę to wiele zależy od sędziego/sędziny i od przygotowania się do takiej sprawy.
Nie brałam w tym udziału, ale moja naiwność ma swoje granice. I naprawdę lepiej nastawić się na najgorsze, łącznie z robieniem z matki dziecka dziwki, bo dla mnie prośba o testy dna... dokładnie z tym idzie w parze.
P.