Jakieś 15 lat temu, gdy moja siostra był mała bardzo dużo chorowała. Miesiące spędzała w szpitalach. Lekarze załamywali ręce, bo nie mogli zdjagnozować choroby. Podejrzewali białaczki, czerwonki, sepsy i inne syfy. Po kilku takich latach (!) powiedzieli mojej mamie, że powinna poszukać kogoś kto leczy metodami niekonwencjonalnymi. Moja mama żeby ulżyć młodej gotowa była na wszystko! Umówiła sie na wizytę w domu przyjaciółki, bo mój tata "naciągacza" do domu by nie wpuścił. Przyszedł pan. Jakoś ją wtedy zahipnotyzował - znaczy uśpił. Przez pół godziny machał nad śpiącą młodą rękoma. W pewnym momencie pstryknął palcami i młoda się obudziła. Od tamtej pory nie miała ANI JEDNEGO objawu tych chorób. Do dziś nie wiadomo co to było. Przeszło i nigdy nie wróciło, a my o sprawie zapomnieliśmy.
Moja mama przez te 15 zgłębiała tajniki radiestezji, hipnozy, feng shui itp. Zapiasał się do Stowarzyszenia Radiestezji i biegała po polach z różdżką szukając cieków wodnych dostarczając namprzy tym kupę śmiechu. I tak było do soboty...
Lekarka zabroniła mi brać leki, a miałam zapalenie uszu i zatok. Bo w ciąży nie wolno silnych leków. Poszłam do mamy zdesperowana, z zatkanym całkowicie jednym uchem i rozrywającym bólem zatok. Moja prywatna czarodziejka przyłażyła mi ręce do zatok, potem w okolice uszu i na końcu na kark. Ucho odetkało mi się po kilku minutach. A na drugi dzień wstałam jak nowa!
Takie czary!!! Pewnie bym nie uwierzyła, gdybym nie spróbowała na własnej skórze.