I ja sie pozegnam, zyczac przy tym Wszystkim dobrej nocki...
co do obecnosci naszych facetow przy porodzie-moge napisac, ze u nas sie to sprawdzilo, ale okolicznosci byly tez bardzo dramatyczne...
Tak czy inaczej jadac na porodowke i nie wiedzac jeszcze co nasz czeka juz dawno mielismy postanowione ze rodzimy razem...
Tak czy inaczej mysle, ze nie powinno sie zmuszac facetow do obecnosci przy porodzie - to musi byc ich decyzja... wiem brzmi to dziwnie, w koncu to my sie meczymy przez 9 m-cy z ciezkim brzuchem, nadwaga i wszystkimi innymi dolegliwosciami, malo tego-musimy sie nacierpiec by wypchnac tego czlowieczka na swiat, a nasi mezowie kreca nosem i ich rola konczy sie tylko na przyslowiowym zrobieniu bobasa, bo przy jego narodzinach juz nie chca byc...
Czytalam duzo na ten temat. Z poczatku tez bylam zdania ze skoro my musimy sie meczyc, to niech oni tez dadza cos z siebie i choc potrzymaja nas za reke, kiedy my zwijamy sie z bolu-ale to nie do konca tak...
My niestety nie mamy wyjscia, musimy urodzic, oni natomiast nie powinni byc przez nas zmuszani do uczestnictwa przy tym-z psychologicznego punktu widzenia nie wplywa to dobrze i mezczyzni moga sie nawet obrzydzic do kobiety... niestety... jest to potwierdzone wieloma badaniami... To ze ich przy nas nie ma nie znaczy ze nie doceniaja tego co robimy, a wrecz przeciwnie podziwiaja nas za odwage, bo doskonale zdaja sobie sprawe ze im jej zabraklo...