to trwa chyba ok. miesiąca, ale ostatnie 2 tygodnie to porażka;
może to brak snu, może trudny okres małej, bo i płaczliwa się zrobiła, i z jedzeniem marudzi, nie wiem; no i chyba ja nie mogę za długo w domu siedzieć (w sensie: bez pracy), bo mnie wtedy myśli różne dręczą; smęcę, wiem... tylko strasznie mnie dobija, że przy małej robię się nerwowa, niecierpliwa, że jak ryczy to nie potrafię jej od razu przytulić, tylko mam jej za złe, że beczy skoro najedzona, wyspana, przewinięta itp. Wczoraj ryczała dobry kwadrans zanim ją z łóżeczka wzięłam, po prostu nie potrafiłam... a ona się darła jakby ją ze skóry obdzierali, a ja tylko sprawdziłam czy coś jej nie jest i ją zostawiłam; i mam ogromne wyrzuty sumienia; wystarczy, że nie zje czegoś, co dla niej ugotowałam, a ja wpadam w straszną złość, po prostu czuję jak mnie gniew zalewa - przecież to chore! nie chcę taka być dla swojego dziecka

(( lekarka mi mówiła, że to taki okres teraz w rozwoju dziecka, że nie wolno ignorowac jej potrzeby bliskości, tylko trzeba przeczekac, a ja nie daję rady