reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

  • Weź udział w konkursie i wygraj laktator SmartSense i wyprawkę dla mamy 💖 Kliknij Do wygrania super nagrody, które ułatwią codzienne życie rodziców.

    Wygraj grę z serii Słonik Balonik dla maluszka 💖 Wchodź Zadanie jest proste. Działaj i wygrywaj

reklama

Sierpień 2012

ehh nie było mi dane dziś nawet przeczytać głównego wątku...
powiem Wam że ja jestem twarda. Cały dzień stoję na nogach zajmując się mnóstwem rzeczy w domu. Mój mąż serwuje mi bardzo stresujące sytuacje, wali ciężkie teksty, po tym jak przez pierwsze pół dnia go nie było bo załatwiał wszystkie formalności (to mu się chwali). To ja po porodzie powinnam mieć wahania nastroju, humory, złości... u mnie przejął to mąż. Jak jeden raz nie wytrzymałam to mi się oberwało. Na koniec dobili mnie rodzice swoją wizytą, która w dodatku się przedłużyła i jak już po południu dogadałam się z mężem i myślałam że będzie ok to oni przyjechali, mieli być na chwilę żeby nie przeszkadzać, ha ha! ich asysta przy kąpieli dzieci, cenne rady mojej mamy i w ogóle ich natrętna obecność i to że jakoś nie umieli wyjść rozpieprzyły nam cały wieczór i jak już poszli to mąż zmiażdżył mnie kolejnym tekstem i wyszedł z domu. Nawet mi się płakać nie chce. Jestem generalnie tak bardzo szczęśliwa że mam dwie takie super córeczki, zadowolona z siebie że sobie z wszystkim elegancko radzę, że nie daje mi to się załamać ani smucić. olać to. idę myć gary.

jak tylko zdołam to wrócę na dobre na forum, będę się starać w najbliższych dniach jak tylko się w domu już do perfekcji ogarnę

całuję Was wszystkie i pozdrawiam :***

ps. moja Hania jest cudowna, kocham ją strasznie!!!
Natalię też, ale powiem Wam że z Hanią mam już teraz jakąś wyjątkową więź - ja z nią, bo czy ona ze mną to jeszcze nie wiem ;) - samo to ile mnie kosztowała walka o jej imię... i niesamowite było dla mnie przeżycie tuż po jej urodzeniu, jak leżała mi na brzuchu i czułam pępowinę wychodzącą ze mnie i łączącą mnie z tym maleństwem... nie chciałam jej oddać, uwolniło to we mnie ogromne uczucie do tej małej istotki, kocham ją nad życie!
 
reklama
dziękuję Ci Weronka :** :)

dodam jeszcze nutkę która wkręciła mi się w ostatnich dniach gdy miałam Hanię jeszcze w sobie, słuchałam tego wczuwając się w jej ruchy, potem gdy leżałam w łóżku i miałam skurcze to miałam to ciągle w głowie, i już po urodzeniu w nocy w szpitalnym łóżku cały czas to słyszałam, napotkane zupełnie przypadkiem na youtube:
http://www.youtube.com/watch?v=NNJureMTeZA
 
Ostatnia edycja:
No i wylałam moje żale o porodzie...

Pierwszy dzień w domu minął nam leniwie. Wstałam o 8, jak mały jeszcze spał, wzięłam prysznic. Mały zaczął się wybudzać, więc go przewinęłam i nakarmiłam. M w tym czasie skoczył po śniadanko. Maluch znowu słodko spał. Pobawiłam sie laktatorem, żeby ponaciągać sutki, ściągnęłam trochę mleczka, które mały wcina z apetytem... niestety jest go mało i nie najada się, muszę złamać moje kolejne postanowienie i dokarmiać go mm bo inaczej by ciągle kwiczał z głodu... Przysięgam, że nie sądziłam, że to powiem, ale "poczekaj aż urodzisz, wtedy zobaczysz jak będzie" masakra...
Fifi śpi, wykąpany wcześniej przez tatusia. Uwielbia kąpiele. Teraz pora na mnie, muszę ogolić nogi, M ma mi wymasować łydki i stopy.
 
Kasia, zdążyłam już przeczytać Twoją historię... popłakałam się... ogromnie, ale to przeogromnie Ci współczuję tych przeżyć!! :"( nie mogę zebrać myśli, jestem w szoku... ile Ty się nacierpiałaś :"((( nie wiem co napisać... tulę Cię mocno...
 
Już przeczytałam. Aż mnie brzuch rozbolał...

WeronkaZ ja też mam burzę myśli jeśli chodzi o znieczulenie. Wiele moich koleżanek rodził z zzo, bez żadnych komplikacji, bez vacum i innych przygód z zatrzymaniem akcji porodowej itd. Dostawały tyle dawek ile trzeba żeby nie cierpieć do końca. Oczywiście nie nastawiam się, że wezmę. Nastawiam się na megalityczny ból, może tym sposobem jak się tak nastawię to wytrzymam. Zobaczymy.
 
Olga fajny kawalek :)
k8 dzis nie mam odwagi, ale przeczytam wczesniej czy pozniej, po prostu musze wiedziec jak to bylo u Ciebie...
Mart, ja zobacze jak dlugo wytrzymam, moze uda sie do konca. chyba najgorszy w tym wszystkim jest ten wybor, ze w trakcie byc moze bede musiala podjac jakas decyzje. chyba bym wolala nie miec wyboru, albo byc zdecydowana na 10000000%.
 
reklama
Mart - na pewno wytrzymasz jeśli będziesz chciała. Ale czy jest sens się męczyć tak bardzo jeśli można skorzystać ze znieczulenia?
Ja gdybym mogła z niego skorzystać to bym skorzystała. Ale to wiem teraz jak już jestem po wszystkim bo przed porodem nie byłam tego tak pewna.
 
Do góry