własnie zbieram się załatwić wypis na własne żądanie. Całą noc oka nie zmrużyłam wspołlokatorka chrapie jak parowoz. Ola też nie spi bo ją to budzi. O 6 rano miała pierwszych gosci w ilosci 4 rozchichotanych koleżanek potem cały czas ktos teraz wyszli to zas chrapie. Autentycznie nie słyszałam żeby ktos tak chrapał. Laktacja mi z nerwow siada. Ola dzis pierwszy raz płakała z głodu a cacka nie chciała musiała dostać mm a przecież nie dokarmiam wcześniej. No masakra. A ja temp nie mam od pierwszej dawki antybiotyki badali mnie dziś powiedzieli że wszystko wygląda ok jutro chcieli powtórzyć badania i mnie puścić ale z tą armatą obok oszalejejemy do jutra. Jestem w kontakcie ze swoją gin w razie czego będziemy działac u niej w gabinecie ale myslę że nie będzie potrzeby
i jak tam, wyszliście wczoraj?? Ludzie to mają siano w głowie, ty z małym dzieckiem i gorączką a jakiś babiszon imprezy w szpitalu urządza... trudno nawet to skomentować
Hej Hej!
Jesteśmy w domu
Kacper po po porodzie ważył 3100g i mierzył 51cm. Maluszek- wszystkie ciuchy są za duże
Witam witam w gronie mamusiek:-)
Spał w sumie ok. 3 i pół godziny od 23 do 7. Z tego półtora nad ranem na mojej klacie – więc też nie pospałam. Dopiero jak zasnął o 12 dzisiaj to do 14 razem z nim spałam. Dopiero niedawno załatwiłam poranną toaletę. Padam z głodu, od wczorajszego południa zjadłam tylko kilka paluszków i nektarynkę.
A, tak się wyżaliłam…
dzag, zacznij jeść! Poproś m o zakupy i rób takie szybkie obiady, mi wczoraj zrobienie obiadu zajęło 5 minut- łosoś z lidla świeży, zawinęłam w folię, tylko go posoliłam wcześniej i tyle i do piekarnika do tego ryż który gotuje się sam i tylko położyłam trochę masła na niego żeby nie był suchy, utarłam sobie jabłko z marchewką.
Z innych obiadów co ci mogę podpowiedzieć to robię identycznie: pierś z kurczaka w rękaw i sypię ziołami prowansalskimi, albo filety z udźca, do tego róznie: ziemniaki, ryż, soczewica, kasza gryczana. Robi się prawie samo;-)
A co do tego spania- też tak czasem śpię w Tymkiem na klacie, tzn raczej to jest drzemanie z mojej strony;-) ale widzę że nasze chłopaki podobne do siebie. W końcu 2 Tymki
byliśmy na spacerze, Mały krasnal zadowolony, ja średnio, w ogóle kondycji nie mam, pól h i padam na twarz
Irisson, ty dopiero tydzien po pordozie i to po cięciu, daj sobie czas! Mi dojście do siebie zajęło 2 tyg, po tygodniu to jeszcze zataczałam sie po ścianach, a po spacerze to prawie zemdlałam... za szybko chcemy pokazywać jakie jesteśmy silne, a tu trzeba trochę czasu, jednym mniej innym więcej, ale oszczędzać sie trzeba na początek.
ehh, u mnie jakis chwilowy brak wiary we wlasne sily, zaczelam sie stresowac porodem. wszystkie moje rodzace kolezanki radza od razu znieczulenie brac i ani myslec rodzic bez. a ja wolalabym bez, zeby bylo wszystko jak natura podopowiada, zeby vacum uniknac i tym podobnych... a jednoczesnie bole sie tego bolu jak cholera i tak jakos chcialabym zeby bylo mniej hardkorowo, skoro jest taka mozliwosc. no i sama juz nie wiem, zaczynam miec stracha, ajajaj...
No cóż, rzeczywiście najlepiej od wejścia wołać że sie chce znieczulenie, potem zawsze można powiedzieć że jednak nie, chociaż nie wiem czy są takie kobiety co by serio wolały bez wiedząc już jak to boli;-) bo w drugą stroną to ciężko, powiesz że chcesz rodzić bez ZZO to potem jak zaczniesz błagać to ci powiedzą że już niedługo, itp itd. Takie jest moje zdanie;-)
Kurde, mam tak podły humor dzisiaj, że szkoda gadać

. Dzisiaj na szczęście ojcowska noc u nas, wyśpię się. A czuję, że jak na złość Tymek tatusiowi będzie spał jak aniołek, skoro dwa dni non stop marudził i spać nie chciał. To pewnie dzisiaj w nocy sobie odbije. I znowu mnie tatuś będzie wkurzał hasłami "a przy mnie grzecznie śpi"

.
Boże, żeby on miał już 2 latka...
O jeny, jak moj mnie wkurza takimi tekstami.... ja proponuje w takim razie wyjazd na 2tyg na wakacje a te chłopy niech siedzą z dzieciakami i im będą spać cały czas
ehh nie było mi dane dziś nawet przeczytać głównego wątku...
powiem Wam że ja jestem twarda. Cały dzień stoję na nogach zajmując się mnóstwem rzeczy w domu. Mój mąż serwuje mi bardzo stresujące sytuacje, wali ciężkie teksty, po tym jak przez pierwsze pół dnia go nie było bo załatwiał wszystkie formalności (to mu się chwali). To ja po porodzie powinnam mieć wahania nastroju, humory, złości... u mnie przejął to mąż. Jak jeden raz nie wytrzymałam to mi się oberwało. Na koniec dobili mnie rodzice swoją wizytą, która w dodatku się przedłużyła i jak już po południu dogadałam się z mężem i myślałam że będzie ok to oni przyjechali, mieli być na chwilę żeby nie przeszkadzać, ha ha! ich asysta przy kąpieli dzieci, cenne rady mojej mamy i w ogóle ich natrętna obecność i to że jakoś nie umieli wyjść rozpieprzyły nam cały wieczór i jak już poszli to mąż zmiażdżył mnie kolejnym tekstem i wyszedł z domu. Nawet mi się płakać nie chce. Jestem generalnie tak bardzo szczęśliwa że mam dwie takie super córeczki, zadowolona z siebie że sobie z wszystkim elegancko radzę, że nie daje mi to się załamać ani smucić. olać to. idę myć gary.
jak tylko zdołam to wrócę na dobre na forum, będę się starać w najbliższych dniach jak tylko się w domu już do perfekcji ogarnę
całuję Was wszystkie i pozdrawiam :***
ps. moja Hania jest cudowna, kocham ją strasznie!!!
Natalię też, ale powiem Wam że z Hanią mam już teraz jakąś wyjątkową więź - ja z nią, bo czy ona ze mną to jeszcze nie wiem

- samo to ile mnie kosztowała walka o jej imię... i niesamowite było dla mnie przeżycie tuż po jej urodzeniu, jak leżała mi na brzuchu i czułam pępowinę wychodzącą ze mnie i łączącą mnie z tym maleństwem... nie chciałam jej oddać, uwolniło to we mnie ogromne uczucie do tej małej istotki, kocham ją nad życie!
Jesteś super, jak cię czyta twoje posty to aż sama czuje sie lepiej, jak mama bohaterka:-)
A co do tej więzi.... kurczę, ja już mam wyrzuty sumienia że mam słabość do Tymka- bo mam. Z Majką było inaczej, wszystko było nowe, bałam się jej, ciąża była zaskoczeniem i pomimo że sama ciąża była super to poród był straszny, myślę że to też ma wpływ. A do Tymka od początku czuję taką przeogromną miłość, mam dużo więcej cierpliwości, poród był taki jak sobie wymarzyłam, czułam go cała sobą i to jak leżał na mnie taki golusieńki, za tą pępowiną właśnie... aż mi się łza kręci w oku:-)
No i wylałam moje żale o porodzie...
Pierwszy dzień w domu minął nam leniwie. Wstałam o 8, jak mały jeszcze spał, wzięłam prysznic. Mały zaczął się wybudzać, więc go przewinęłam i nakarmiłam. M w tym czasie skoczył po śniadanko. Maluch znowu słodko spał. Pobawiłam sie laktatorem, żeby ponaciągać sutki, ściągnęłam trochę mleczka, które mały wcina z apetytem... niestety jest go mało i nie najada się, muszę złamać moje kolejne postanowienie i dokarmiać go mm bo inaczej by ciągle kwiczał z głodu... Przysięgam, że nie sądziłam, że to powiem, ale "poczekaj aż urodzisz, wtedy zobaczysz jak będzie" masakra...
Fifi śpi, wykąpany wcześniej przez tatusia. Uwielbia kąpiele. Teraz pora na mnie, muszę ogolić nogi, M ma mi wymasować łydki i stopy.
k8, czytałam Twój opis, jakbym czytała o swoim pierwszym porodzie... wymordowali mnie, wymęczyli, wlewali tony oxy, jakichś leków, grzebali, mdlałam, telepałam się z bólu i po to żeby ostatecznie mnie pociąć... potem zabralu mi dziecko, straszyli że ma jakieś wady, jest chore... trauma okropna.
Ale dla pocieszenia- niby pamiętam wszystko, ale.... jakoś inaczej. I nawet miło wspominam tamten poród, chociaż an jedna rzwecz nie poszła po mojej myśli. CO więcej- jak widać mam kolejne dziecko :-) Jestem pewna że i u ciebie czas "wyleczy rany". A macierzyństwo pomimo sowich wszelkich trudów jest tak piękne że poród przy tym wszystkim bedziesz wspominać jako pikuś, nieistotny szczegół. Pierwszy uśmiech, pierwsze "mama", potem "kocham cię, jesteś piękna".... czas i tylko czas
A mi krawienie zupełnie przeszło, nie pojechalam w koncu do spzitala. Dzwoniłam do lekarki, powiedziała że takie coś się zdarza, bo półóg to pełne 6tyg. Ale jakbym znów zaczęła krwawić to mam jechać.
Mój m pojechał po córe do teściowej. Już nie mogę się doczekać aż ją zobacze.
No i najważniejsze- nie zapeszając- Tymek od wczoraj zaczął SPAĆ. Je już co 2-3godz. W nocy trochę częściej, ale co tam

No i śpi. Z gorszych nowin- zaczęly sie kolki na całaego. Codziennie od 18 przez 2 godz mamy regularny koncert, a raczej jednostajny wrzask. Biedny Tymek, próbuję wszytskiego oczywiście niewiele to daje. Pewnie będzie jak z Majką- po 3miesiący magicznie wszytsko przejdzie. Ech trzeba jakoś przetrzymać, tylko żal mi małego że mu pomóc nie moge a on tak cierpi....