Cześć kochane

,
Nastroje widzę z jednej strony morowe, z drugiej pełen entuzjazm...Chyba taka norma na naszym etapie macierzyństwa.
U mnie nie inaczej, raz na wozie, raz pod wozem.
Dobrze, że mamy forum. Mnie bardzo buduje to, że nie ja jedna borykam się z trudami bycia mamą i mogę się w każdej chwili pożalić i poradzić licząc na zrozumienie, o co wcale nie łatwo "w realu"...Większość moich przyjaciół jest bezdzietnych i to, co w tej chwili się u mnie dzieje to dla nich totalny kosmos...
pamelcia i inne "dziewczyny kolkowe"...Współczuję z całego serca, wyobrażam sobie jakie to musi być męczące i dla Was i dla maleństw. U nas chyba kolek nie ma, ale Mania często łapie maruda i cały dzień gawędzi. Pół biedy, kiedy gawędzenie owe jest kwękoleniem jedynie, zdarza się jednak regularny wrzask przez kilka godzin.
Są tacy, którzy twierdzą uparcie, że nasza mała cierpi na kolki (szczególnie teściowa, która uważa, że to nie jest normalne, że dziecko tak marudzi), ale jestem sceptycznie nastawiona do tej koncepcji...Cóż to bowiem za kolka, co na rączkach przechodzi? Nie wiem, nie znam się, ale wydaje mi się, że takie prawdziwe kolki sprawiają, że płaczu bąbelka nie da się niczym ukoić? Może się mylę...
Nie da się jednak ukryć, że cierpi na gazy. Od kiedy jednak podajemy regularnie Espumisan jest dużo lepiej

, mogę polecić!
Czasem jednak nie jestem w stanie wykryć przyczyny jej rozpaczy. Najedzona, wytulona, wynoszona, napojona, śpiąca, zmęczona, z miękkim brzuszkiem, nadal kwili...
Wczoraj na spacerze pruła się przez 30 min. Byłam jednak twarda i się nie dałam. Chodziłam tak długo, aż zasnęła...Wiem, wyrodna jestem

. Programowo.
Ostatnio ciągle tak jest. Tylko ją do gondoli pakuję - wrzask. Nie bardzo wiem co z tym fantem zrobić. Może nie lubi leżeć w gondoli? Wychodzić z wózkiem jednak muszę, bo z moim szalonym psem i nosidłem czy chustą wychodzenie jest ryzykowne. Poza tym, jak leje, to wyjścia już zupełnie nie ma.
Zwykle po parunastu minutach zasypia, ale ten czas to dla mnie horror. Jej płacz całkiem mnie paraliżuje, normalnie tracę rozum z rozpaczy...
Macie może sposoby na małe wózkowe wrzaskuny?
Eh, łatwo nie jest. Zdecydowanie obraz tych pierwszych miesięcy miałam w czasie ciąży wyidealizowany

. Jedno dobre, że z każdym dnie ogarniam tą nową rzeczywistość coraz lepiej

. Może już niebawem nawet obiad ugotuję, bo póki co, na to czasu mi jeszcze nie staje zupełnie. Tak więc
Mart nie martw się kochana, chandra minie i zaczniesz powoli wracać do normalności

. Kwestia tygodni.
Z innej beczki...Dostałam okres, jestem pewna, że to ON...Boli jak dawniej. Musiałam się prochami sfutrować. Niech to szlag, ledwie mi się połóg skończył, znowu ze mnie leci, grr
MieMie też miałam problem, jak K. wrócił do pracy...Dopiero teraz jakoś sobie spokojniej funkcjonuję, wyluzowałam. Do tej pory straszliwie się szarpałam.
Co do kupek. Mi lekarz zalecił podawania bakterii jelitowych. Nie wiem na ile są skuteczne, ale od kiedy je Mania dostaje wypróżnia się regularnie i ładnie (wcześniej kupska zielone strzelała i rzadko).
Agnieszka miałam ten sam problem...Spokojnie, kwestia dobrania smoczka i opanowania techniki ssania przez niego przez bąbla! Oczywiście dobre ułożenie dzieciaczka też ma znaczenie. Główka musi być wysoko, tułów najlepiej też pochyło, czyli w sumie klasyka karmienia "na ramieniu".
A propos zazdrości o męża i jego umiejętności...Mam tak samo, strasznie mnie frustruje, że mój K. potrafi małą ululać błyskawicznie, podczas gdy ja się godzinami męczę nieraz...:/
Mart i inne dziewczyny z Wawy, którym na prawy brzeg za daleko

, jakby co chętnie się wybiorę na spacer na, bądź w okolicach Ursynowa (nie mam środka transportu, więc mało mobilna jestem póki co), na wspólne wypłakanie żali

.
Ściskam Was sierpniówy baaaardzo mocno, miłego dnia
