reklama

Sierpień 2012

Brzuch jeszcze mi się do końca nie obkurczył, mam masakrę rozstępową (chyba żegnaj bikini na resztę życia), i w ogóle mam doła. Poza tym, chce mi się soku pomarańczowego, piwa, mc donalda, kfc, frytek, lodów czekoladowych i sushi.

Spokojnie :) Ja jestem 1,5 mies. po porodzie i dalej mam brzucha dużo za dużo ;) Nie mam kiedy zacząć ćwiczyć.
Zły nastrój minie - to te durne hormony. Już dwa wielkie doły po ciąży przeżyłam. Wniosek jest jeden - to naprawdę mija, i to dość szybko na szczęście :)

A z Twojej listy jadłam/piłam: sok pomarańczowy, frytki, lody czekoladowe. Hamburgery zrobiłam sobie domowe (McDonald się nie umywa), jutro robię sushi (bez surowej ryby). Piwo sobie póki co odpuszczę ;)
Spróbuj jeść normalnie - większości dzieci dieta mamy naprawdę nie robi różnicy. Byle nie żywić się samymi frytkami i colą ;)
Trzymam kciuki za poprawę nastroju!
 
reklama
Oj, widzę, że jakiś dołek nam się pojawił. Dziewczynki minie na pewno. JA jakoś nie narzekam, ale ja tak mam, że im więcej do zrobienia tym szybciej to ogarniam. A w tym roku więcej, bo szkoła Starszego, lekcje, obiady, dom i mój Maciejka, ale to też dzięki pomocy M i temu, ze mój Maciejka jest łatwy w obsłudze. Poza tym chyba faktycznie przy drugim dziecku ma się więcej luzu i Wy też niebawem przy pierwszym do luzu dojdziecie, za co trzymam kciuki.
Agnieszka, MArt a może spacerek po niedzieli. JA dysponuję czasem w poniedziałek i środę ok.10, 11. Możemy gdzieś się umówić. Będziemy płakać i co tam jeszcze nam przyjedzie do głowy;-)
Ja mam jeszcze 7 kg i nie mam w co tylka wsadzić
A od wczoraj walcze ze zgorzelem zeba, bolo bardzo
 
Cześć kochane :),

Nastroje widzę z jednej strony morowe, z drugiej pełen entuzjazm...Chyba taka norma na naszym etapie macierzyństwa.
U mnie nie inaczej, raz na wozie, raz pod wozem.

Dobrze, że mamy forum. Mnie bardzo buduje to, że nie ja jedna borykam się z trudami bycia mamą i mogę się w każdej chwili pożalić i poradzić licząc na zrozumienie, o co wcale nie łatwo "w realu"...Większość moich przyjaciół jest bezdzietnych i to, co w tej chwili się u mnie dzieje to dla nich totalny kosmos...

pamelcia i inne "dziewczyny kolkowe"...Współczuję z całego serca, wyobrażam sobie jakie to musi być męczące i dla Was i dla maleństw. U nas chyba kolek nie ma, ale Mania często łapie maruda i cały dzień gawędzi. Pół biedy, kiedy gawędzenie owe jest kwękoleniem jedynie, zdarza się jednak regularny wrzask przez kilka godzin.

Są tacy, którzy twierdzą uparcie, że nasza mała cierpi na kolki (szczególnie teściowa, która uważa, że to nie jest normalne, że dziecko tak marudzi), ale jestem sceptycznie nastawiona do tej koncepcji...Cóż to bowiem za kolka, co na rączkach przechodzi? Nie wiem, nie znam się, ale wydaje mi się, że takie prawdziwe kolki sprawiają, że płaczu bąbelka nie da się niczym ukoić? Może się mylę...

Nie da się jednak ukryć, że cierpi na gazy. Od kiedy jednak podajemy regularnie Espumisan jest dużo lepiej :), mogę polecić!

Czasem jednak nie jestem w stanie wykryć przyczyny jej rozpaczy. Najedzona, wytulona, wynoszona, napojona, śpiąca, zmęczona, z miękkim brzuszkiem, nadal kwili...
Wczoraj na spacerze pruła się przez 30 min. Byłam jednak twarda i się nie dałam. Chodziłam tak długo, aż zasnęła...Wiem, wyrodna jestem :P. Programowo.
Ostatnio ciągle tak jest. Tylko ją do gondoli pakuję - wrzask. Nie bardzo wiem co z tym fantem zrobić. Może nie lubi leżeć w gondoli? Wychodzić z wózkiem jednak muszę, bo z moim szalonym psem i nosidłem czy chustą wychodzenie jest ryzykowne. Poza tym, jak leje, to wyjścia już zupełnie nie ma.
Zwykle po parunastu minutach zasypia, ale ten czas to dla mnie horror. Jej płacz całkiem mnie paraliżuje, normalnie tracę rozum z rozpaczy...
Macie może sposoby na małe wózkowe wrzaskuny?

Eh, łatwo nie jest. Zdecydowanie obraz tych pierwszych miesięcy miałam w czasie ciąży wyidealizowany :P. Jedno dobre, że z każdym dnie ogarniam tą nową rzeczywistość coraz lepiej ;). Może już niebawem nawet obiad ugotuję, bo póki co, na to czasu mi jeszcze nie staje zupełnie. Tak więc Mart nie martw się kochana, chandra minie i zaczniesz powoli wracać do normalności :). Kwestia tygodni.

Z innej beczki...Dostałam okres, jestem pewna, że to ON...Boli jak dawniej. Musiałam się prochami sfutrować. Niech to szlag, ledwie mi się połóg skończył, znowu ze mnie leci, grr:dry:

MieMie też miałam problem, jak K. wrócił do pracy...Dopiero teraz jakoś sobie spokojniej funkcjonuję, wyluzowałam. Do tej pory straszliwie się szarpałam.
Co do kupek. Mi lekarz zalecił podawania bakterii jelitowych. Nie wiem na ile są skuteczne, ale od kiedy je Mania dostaje wypróżnia się regularnie i ładnie (wcześniej kupska zielone strzelała i rzadko).

Agnieszka miałam ten sam problem...Spokojnie, kwestia dobrania smoczka i opanowania techniki ssania przez niego przez bąbla! Oczywiście dobre ułożenie dzieciaczka też ma znaczenie. Główka musi być wysoko, tułów najlepiej też pochyło, czyli w sumie klasyka karmienia "na ramieniu".
A propos zazdrości o męża i jego umiejętności...Mam tak samo, strasznie mnie frustruje, że mój K. potrafi małą ululać błyskawicznie, podczas gdy ja się godzinami męczę nieraz...:/

Mart i inne dziewczyny z Wawy, którym na prawy brzeg za daleko ;), jakby co chętnie się wybiorę na spacer na, bądź w okolicach Ursynowa (nie mam środka transportu, więc mało mobilna jestem póki co), na wspólne wypłakanie żali ;).

Ściskam Was sierpniówy baaaardzo mocno, miłego dnia :)
 
Aia twoja ma refluks, więc taka naszą zgagę, jak leży to może jej się podnosi do gardła, a jak ją pionizujesz to przechodzi, kwas się nie podnosi :tak: co mi przypomniało, że od porodu nie miałam zgagi !! dobrze, że to cholerstwo mnie tylko w ciąży łapie, szkoda, że na 3 m-cy :-p

MieMie mi się wydaje, ze ty chyba strasznie ostrożna jesteś w opiece nad Lilianką, prawda? dobrze by ci zrobiło cały dzień z Małą sam na sam, wtedy się szybciej łapie kontakt z dzieckiem i wszystko co przerażało staje się być łatwiejsze :tak:

Milionka
ja ty się trzymasz? co mam do Ciebie napisać, to albo cyc, albo Laury kupa i idę coś robić i zapominam :zawstydzona/y:

my na 15 idziemy na to wesele, niby fajnie, ale boję się czy moje cycki to przetrwają, no i czy mama da radę z 2 :-p gdyby nie było ponad 120gości, klimatyzacji i głośnej muzyki bym wzięła Ninkę, a tak to nie będę jej narażać, no i przez chwilkę może zapomnę, że jestem seksy mamą dwójki dzieci, z 10kg nadwagi, kapiącymi cycami i permanentnym niewsypaniem :-)
 
Dzięki irisson, na pewno odczuwa dyskomfort z racji refluksu. Dlatego 30 min. po posiłku tulę ją w pionie zawsze, coby wszystko się uleżało należycie, inaczej ulewa, nawet jak odbije i z pewnością to jest przyczyną marudzenia w tym czasie...Może bolący brzuszek ma wpływ na jej niechęć do gondoli? Tylko dlaczego nie dzieje się analogicznie w przypadku kołyski? Hm.

Udanej balangi :)! Też bym poszalała na parkiecie na weselichu!
 
Dziewczyny, kocham Was :-) Te kilka Waszych postów tak postawiło mnie na nogi, że szok. Dziękuję!!!
Nie mogę odpowiedzieć po kolei, bo mój aniołek dzisiaj ciut marudny. I mam dosłownie chwilę czasu.
Narazie siedzę w piżamie, z nie umytą nawet buzią i zębami. Mały marudzi w łóżeczku, co chwile wypluwa smoczek i jakoś nie może usnąć. Więc nie mogę nawet wejść pod prysznic. A powinnam wyjść z nim na spacer, to by pewnie usnął, ale jak mam wyjść jak nie mogę się nawet umyć i ubrać.

Agnieszka mój też się często krztusi, i przy cycu i przy butelce. Wtedy go pionizuję, bo boję się żeby się nie udusił. Słabe to są momenty. Ale je tak łapczywie że co zrobić. Z cyców mi tak leci jak on ssie, że mu leci po brodzie. Więc raczej nic z tym nie zrobię, po prostu muszę być uważna. Nie przejmuj się.

Spacerek po niedzieli jak najbardziej, godzina 11-12 jeśli o mnie chodzi, choć mały to i tak za każdym razem jakoś inaczej je. Możemy się wybrać do parku leśnego brudno, co Wy na to? Jeśli będzie pogoda. Ja jestem do środy, potem wyjeżdżamy do Teściów na mazury i wesele kumpla na jakieś 5-6 dni.
Ale ja niestety reflektuję puki co tutaj, w okolicy na targówku. Sorki Aia, rozumiem Twoją sytuację, ale dla mnie w tej chwili Ursynów to taka sama wyprawa tylko w drugą stronę. Przy korkach i zmianach w organizacji ruchu który tu na pradze króluje, to jest godzina drogi, a mój je teraz co dwie godziny, i takie wyprawy jeśli nie muszę, to ograniczam do niezbędnego minimum. Myślę, że jak nam trochę dzieciaki podrosną to czemu nie. Ale narazie tego nie widzę. Mam nadzieję, że rozumiesz... To nie jest przeciwko Tobie, albo że olewam...

Mam jeszcze kilka pytań:

- jeszcze nie odpadł nam pępek, choć wisi na niteczce od kilku dni, czy to Ok?
- ze mnie wychodzą od kilku dni takie jakby skrzepy, wątróbki, coś w tym guście (sorry za opis), czy to jest normalne? Miałam zabieg po porodzie, ręczne wydobywnie łożyska, może tak ma być? Ale nie wiem...
- używacie smoczków okrągłych czy anatomicznych?
- dlaczego mój mały po spaniu jest zawsze prawie zasikany pod same pachy na tym boku na którym leżał i pełna przebiórka jest (dziś w nocy 3 razy), czy źle zakładam pieluszkę (w sumie nie wiem jak może być źle), czy są może już za małe (choć jeszcze narazie nawet na pępek wywijam tak jak kazali w szpitalu), czy u Was też tak jest? Siusiaka układam do dołu, zapinam dość ciasno, z tyłu podciągam maksymalnie do góry...
- czy coś trzeba specjalnego w kąpieli robić z siusiakiem? w sensie odciągać napletek, czy coś w tym guście? czy to dopiero później? Ja nic nie robię jak narazie. Ale jestem ciekawa.

Uff, mały właśnie zasnął. Idę się kąpać. Po południu jedziemy do mojej przyjaciółki w odwiedziny, żeby chłopaki się poznali (ma synka 2,5miesiąca Stefanka). Strasznie się jaram.

Miłego dnia kochane.
 
-jesli z pepka nic sie nie saczy,nie ma opuchlizny,nie smierdzi nic to wszystko jest w porzadku :)
-skrzepy sa normalne,tez jeszcze z tydzien temu strafialy sie jakies jeszcze,a jestem po cesarce wiec tez czyscili mi macice,a jednak sie zdarzaly
-ja smoczek mam tylko w butelce,aventa okragly....normalnego smoczka nie uzywam;)
-moja mala tez do jakiegos czasu miala obsikane ciuszki na stronie na ktorej lezala,nawet nie wiem kiedy,ale jakos sam problem zniknal :confused:
-a z siusiakiem,ja mam synka i od poczatku zabroniono mi cokolwiek z nim robic bo mozna dziecku odciaganiem niezly bol zafundowac i nie daj boze jakies zapalenie. do 2roku zycia napletek sam sie odklei, jesli nie to lekarz przepisze specjalna masc. piki co nie ruszac :)
 
stal sie cud! mała usneła o 22, obudzila sie o 1.30, potem o 3, 5, i 7.30 ... chyba czopek zadziałał:P

bo tak to nic nam nie daje stosowanie go, bo mała chwile po wcisnieciu go pruknie albo kupe zrobi i dowidzenia...czopek nim zdazy zadzialac wraca na zewnatrz. tylko wlasnie wczoraj wieczorem sie udalo.

agnieszka, moja tez sie nieraz krztusi ale to gdy je z cyca, i wlasnie wtedy ja odczepiam i chwile trzymam w gorze zeby odpoczela, jakos sie uspokoila i nie jadła tak łapczywie
 
reklama
Nawału ani zastoju nie mam, piersi miękkie, ale sutki mam dalej zmasakrowane i reguralnie masakrowane. Każde karmienie to prawie łzy w oczach. I nie jest narazie lepiej. Jest jakby drugi kryzys sutkowy. W nocy ściągam i karmię swoim pokarmem z butli żeby mi trochę sutki odpoczęły, ale rano jest bez zmian. Używam lanolinę w maści, bephanten. Nic nie pomgaga. On tak strasznie zaciska, szarpie i w ogóle. Czasem się w miarę delikatnie przyssa, ale teraz to mnie boli nawet jak delikatnie przytknę ręcznik papierowy po kąpieli żeby je wytrzeć.

. Cały czas mam 7 kilko na plusie, i od tygodnia jest constans, nic nie spada. Mimo że karmię dużo, mam pokarm. nie obrzeram się jakoś, chodzę na spacery. Brzuch jeszcze mi się do końca nie obkurczył, mam masakrę rozstępową (chyba żegnaj bikini na resztę życia), i w ogóle mam doła. Poza tym, chce mi się soku pomarańczowego, piwa, mc donalda, kfc, frytek, lodów czekoladowych i sushi.

Mart, a moze oslonki bys wyprobowala? nie ze caly czas, ale jak karmisz odciagnietym, to i tak podajesz ze smoczka, a oslonka to taki smoczek na piers w sumie. ja mam medeli, inaczej bym nie karmila, staram sie czasem z zaskoczenia podac cyc "na zywca", ale tolka, o ile go w ogole zlapie, to tak szarpie, i to najczesciej sama brodawke bez otoczki, ze wyje z bolu. wiec poki co zostaje przy oslonkach.

a co do sushi - ja zjadlam i obie zyjemy. ryby do polski docieraja w stanie glebokiego zamrozenia, wszystkie bakterie wybite. spokojnie lososia na ryzu mozesz, jak masz ochote. w koncu ryba i ryz - samo zdrowie!

mnie tez dolki dopadaja, choc wczoraj maly sukces. udalo sie babci wykoncypowac, ze tolce pomaga w uspokojeniu sie masowanie brzuszka. czyli problem z brzuszkiem, a nie nie dojadaniem, tak ja wyrokowalam w panice, ze mi zabraknie mleka w cyckach. po masowaniu udaje sie zasnac na dluzej. do tego dzis byla wielka wspaniala kupa, a to rarytas raz na dwa, trzy dni, wiec ogolnie uszka do gory ;)
po takim wyczynie dziecie padlo:

zmęczek.jpg

na 4 godziny!

choc wlasnie budzi sie, wiec zaraz sie znowu zacznie ;)
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry