reklama

Sierpień 2012

My wczoraj z kolei walczylismy z zaparciem od 15 do 22...mala albo jadla,albo sie prezyla i plakala...za nic kupki nie moze zrobic, wczoraj jedna zrobila kolo 13 i cisza do teraz :( a ciagle sie prezy,steka przez sen, meczy sie bidula...juz chyba wszystko co mozliwe wyprobowalismy, pieluszke, suszarke, lezenie na brzuszku, na brzuszku na moim udzie i walkowanie, noszenie, infacol, espumisan i nawet sie jeszcze w gripe water zaopatrzylismy, ale poki co tylko baczki i nic wiecej wiec czekamy. dzisiaj juz i tak poki co spokoj bo spi ladnie, w nocy spala od 22 do 5 wiec chociaz po meczacych godzinach placzu mozna sie wyspac w nocy;) teraz tez spi od godziny, zdazylam ogarnac mieszkanie, pranie sie robi i jeszcze zostal obiad do zrobienia...nie jest zle ;) ja bym na miejscu tych mam kolkowych zwyczajnie czasami odpuscila wlasnie, bo nie mozna dziecku az 100% czasu poswiecac...wiadomo, wiekszosc jest dla malucha, ale zeby nie miec czasu zjesc to dla mnie nie do wyobrazenia :) ja wczoraj nawet jak mala plakala spokojnie zjadlam obiad, a wieczorem kolacje. przez te ,10-15min i tak nic nie zdzialam,a chociaz zjem spokojnie i mala bedzie miala wartosciowy pokarm. moze to troche niefajnie wyglada i brzmi,ale biorac pod uwage, ze i tak mala placze jak jestem obok i tak samo jak nie jestem wiec...
z kapaniem tez wyrabiam sie rano poki mala spi, Filipowi wlaczam bajki i szybko lece sie wykapac,doslownie kapac bo prysznic u nas niestety nie istnieje:angry: a by sie przydal bo znacznie szybsza sprawa z prysznicem ;) po kapieli szybko jakis makijaz, ubrac sie to tez 2min. po drodze jak jest chwila to nawet wlosy sie wyprostuje :P w ciazy w sumie myslalam, ze nie ogarne sie z dwojka dzieciaczkow,ale jakos sie udaje. wiec dziewczyny spiac sie i po malych kroczkach sie ogarniac, zeby nasi ukochani nie zapominali ze maja tez kobiete w domu, a nie tylko matke dzieci :P choc moj M przyznal mi sie w sumie niedawno,ze po pierwszym porodzie (naturalnym), jak przyszedl i mnie zobaczyl to stwierdzil,ze nigdy nie bylam tak seksowna :szok: a ja nie zapomne jak wygladalam...jakas stara koszula nocna na sobie, cala twarz w popekanych naczynkach (bo madra parlam z zamknieta buzia i nadymalam policzki,jak polozne to zobaczyly to omal nie padly ze smiechu :P i kazaly przec z otwarta :P ), ale twarz mialam ladnie zalatwiona...do tego wlosy kazdy w inna strone, bez makijazu juz nie wspomne...w ogole chyba nigdy tak tragicznie nie wygladalam... cala noc nieprzespana bo walka byla ze skurczami, a urodzilam dopiero w poludnie....hehe no ale podobno bylam bardzo sexi po porodzie:P
 
reklama
No ja na razie się nie łudzę. Ogarnianie rzeczywistości jak na razie jest u mnie średnie, nawet bardzo. Dopóki M był w domu, bardzo, bardzo dużo robił, ja zajmowałam się małą - tzn. karmiłam, tuliłam, usypiałam. Teraz jest mój tato, później będzie moja mama i będę miała spore wsparcie. Ale wiem, że z czasem wyrobię w sobie rytm, , zorganizuję się odpowiednio i będzie w porządku. Jak studiowałam po dwa kierunki, ogarniałam bardzo wiele i zostawało mi nawet trochę wolnego czasu. Teraz, gdy studia na razie ;) skończyłam, pracą nie muszę się na razie stresować, odpuściłam, wyluzowałam. Trochę trzęsę się też nad Lilą, nad jej najmniejszym zajęknięciem (ale i z tym staram się już ograniczać i gdy trochę pojęczy, ale nie płacze, to ją zostawiam), ale tak wygląda u mnie etap przystosowywania do nowej sytuacji. I ja wiem, że będzie lepiej, u mnie zawsze wszystko co nowe budziło najpierw przerażenie, później zniechęcenie i rozżalenie, a później jak się potrafiłam zaprzeć, żeby z czymś dać radę, to o dziwo dawałam :) Więc teraz po prostu nie może być inaczej i już :)

Dziadek (mój tato) potrafi pięknie przygotować Lilę do snu. Właśnie kolejny raz zasnęła. Mi udało się dziś poodkurzać, nastawić i rozwiesić pranie, umyć część podłóg (drugą część mył mój tato). Jeszcze jak M wróci z pracy, zjemy obiad i zabierzemy ją na spacer, bo jest słoneczna, ale dość wietrzna pogoda.

Poza tym mój nastrój nie najgorszy, próbuję walczyć z cyckami i nawałem, guzkami, rozmasowywać je i jakoś daję radę (wczoraj M mi rozmasowywał piersi i jednak, jak radziła Katjusza, było mi znacznie lepiej niż jak sama siebie masuję)...

Tylko jeszcze zapominam pić wody tyle ile trzeba.

Mała już od dwóch dni kupki nie robiła, to mnie akurat martwi. Jak u Was to wygląda? Zastanawiam się, czy przez te kropelki nie zatkała mi się...

Kakakarolina, fajnie się czyta o Twojej organizacji dnia i wszystkiego. Chyba mamy, które już mają dzieci, są w stanie lepiej to wszystko zorganizować. My też nosimy się z zamiarem kupna leżaczka, bujaczka, czy takiej jakby huśtaweczki. Jaki leżaczek Ty masz? Mogłabyś coś polecić? Coś sprawdzonego?

No nic kochane, miłego dnia Wam życzę.

Jakie macie plany obiadowe?
 
kochane, nie odzywałam się kilka dni, jakoś tak wyszło. nie przeczytałam dokładnie, ale przeleciałam puki co z grubsza. W sumie weszłam żeby trochę ponarzekać, ale widzę ze nie jestem sama/

Dziewczyny z problemami piersiowymi - współczuję bardzo. Mam kartkę ze szpitala jak postępować w nawale. Przed karmieniem ciepły okład i rozmasować, po karmieniu zimny okład (lód, albo pielucha mokra z zamrażalnika) i do tego zimna stłuczona kapusta, i godzinę -dwie tak połazić. mi pomagało.

Nawału ani zastoju nie mam, piersi miękkie, ale sutki mam dalej zmasakrowane i reguralnie masakrowane. Każde karmienie to prawie łzy w oczach. I nie jest narazie lepiej. Jest jakby drugi kryzys sutkowy. W nocy ściągam i karmię swoim pokarmem z butli żeby mi trochę sutki odpoczęły, ale rano jest bez zmian. Używam lanolinę w maści, bephanten. Nic nie pomgaga. On tak strasznie zaciska, szarpie i w ogóle. Czasem się w miarę delikatnie przyssa, ale teraz to mnie boli nawet jak delikatnie przytknę ręcznik papierowy po kąpieli żeby je wytrzeć.

Do tego niestety mam jakieś straszne zaparcia - chyba pierwszy raz w życiu. I hemoroidy mi się zrobiły. Jak czuję, że zbliża się wizyta w kibelku to aż mam stany lękowe. Coś okropnego. Odkładam to więc ile się da, i tak się wszystko nakręca. Do tego tyłek cały w pryszczach, chyba też przez te zaparcia.

I w ogóle czuję się jak kupa gówna. Dzisiaj cały dzień chce mi się płakać. Cały czas mam 7 kilko na plusie, i od tygodnia jest constans, nic nie spada. Mimo że karmię dużo, mam pokarm. nie obrzeram się jakoś, chodzę na spacery. Brzuch jeszcze mi się do końca nie obkurczył, mam masakrę rozstępową (chyba żegnaj bikini na resztę życia), i w ogóle mam doła. Poza tym, chce mi się soku pomarańczowego, piwa, mc donalda, kfc, frytek, lodów czekoladowych i sushi.

Mały grzeczny nadal, dziś w nocy 3 pobudki, 3 karmienia, 3 przewijania i zaraz potem sen. Ani jedna minuta płaczu.

Ale ja za to mam kryzys, czuję się wstrętnie. Taka do dupy, nie atrakcyjna. Mama dzisiaj została ze Stasiem a ja pojechałam do CH Targówek na drobne zakupy. Ale nawet to mi humoru nie poprawiło. Bo nie mogłam na siebie patrzeć, butów nie znalazłam a chciałam takie zwykłe baleriny na codzień. Ale nie kupię za 300zł więc nie kupiłam nic. Nie mam w czym chodzić, chodzę w jednych leginsach i w jeasnach ciążowych. Nie kupię sobie jeszcze żadnych puki brzucha nie zgubię i tych kilogramów, no chyba że już mi tak zostanie :-(

Wiem, że to nie są żadne problemy, ale jakoś i mnie dopadła handra.

Dzag gratuluję kupna mieszkania. Choć kredytu nie zazdroszczę... My mamy na 6 lat na remont i już to mnie dołuje. Ale takie czasy :-) Dacie radę :-)

Doti super że masz pracę.

Agnieszka zazdroszczę starszego syna. Skarb. Trzymaj się i głowa do góry.

Dziewczyny walczące z kolkami, bardzo współczuję. U nas narazie cisza, ale jeszcze wszystko przed nami. Choć mojej przyjaciółki synek ma 2 miesiące i 3 tygodnie i nie miał w ogóle kolek. Więc to chyba kwestia indywidualna.

Miemie mój też tak miał że robił kupki raz na kilka dni. I pediatra powiedziała, że jeśli nie płacze, nie męczy się, robi siusiu, je i przybiera na wadze, to wszystko jest ok. Jedno dziecko robi 10 razy dziennie, inne raz na 3-4 dni. Obie wersje są ok. Ważne czy siusia i czy się nie męczy. Ostatnio w poradniku też o tym czytałam. Więc się nie martw raczej.
A plany obiadowe. Kasza, udka bez skóry i kości z patelni grilowej, i surówka z jabłka i marchewki. Na deser ciasto z jabłkami z mąki pełnoziarnistej własnego wypieku.
 
Ostatnia edycja:
haha Mart81 szalona kobietko...przeciez Ty dopiero 2tyg po porodzie!! wiec czym Ty sie spinasz?:) ja tez mam 4kg na plusie jesli chodzi porownywaz z waga sprzed ciazy, ogolnie tyle ile mam teraz jest i tak dobrze.z doswiadczenia wiem, ze wszystko zrzuca sie z czasem. ja po ciazy z Filipem wrocilam szybko do wagi przed ciazowej. narazie nasz organizm sie przyzwyczaja,wszystko jest swieze wiec nie ma co sie przejmowac. ja bym sie mogla doczepic teraz,ze po pierwszej ciazy po wyjsciu ze szpitala odrazu wskoczylam w swoje rurki 36, a teraz sie zwyczajnie nie dopne, dalej smigam w normalnych,ale kupionych w ciazy, elastycznych i w legginsach i sie nie przejmuje bo wiem,ze to wszystko spadnie. trzymamy diete dla maluszkow,niedlugo zacznie sie czas, ze beda o wiele mniej spac i bedzie latania przy nich pelno, beda starsze, bardziej odporne wiec bedzie sie chodzic wiecej na spacery,a nie wspomne o tym co sie zacznie jak maluchy zaczna dreptac...to sie zaczyna dopiero jazda ;) ja przyznam, ze szybko wrocilam z Filipem do swoich rozmiarow, teraz wydaje mi sie ze bedzie troche ciezej,ale wiem ze zniknie wszystko :) choc marzy mi sie wrocic do wagi 50kg i nie zmieniac garderoby :P zobaczymy...jestem dobrej mysli,choc poki co cwiczyc zabardzo po cesarce jeszcze nie mozna,a ciagnie mnie strasznie...cierpliwosc. wiec nie ma co sie zalamywac, wszystkie powoli lapiemy swoj rytm dnia, przyzwyczajamy sie do nowej sytuacji itd, na to niestety potrzebujemy czasu dziewczyny. powaznie Wam mowie i mowilam to mojej kuzynce jednej, drugiej jak urodzily...minie polog, organizm zacznie sie regulowac, bedzie mozna zaczac cos cwiczyc, dzieci podrosna, wiecej roboty przy nich bedzie i wszystko nam spadnie i wroci do normy...wierzcie mi na slowo ;)

a rozstepy tez zbledna, choc ja nie mam,ale po znajomych widze ze to tez kwestia czasu i stana sie mniej widoczne. co do jedzenia...zakazany owoc smakuje najlepiej i zawsze ma sie na niego najwieksza ochote :P ja dzisiaj na obiad robie sobie gotowana piers z marchewka w wegecie (w sumie prawie codziennie to jem bo uwielbiam!!),a mojemu M robie wrapy i nie ukrywam...bym sie dala pociac zeby takie wrapy wciagnac...mmmmniam!! no ale...jakos trzeba przetrzymac ten okres karmienia :P
 
Mart, to o czym piszesz (odnośnie własnego samopoczucia i poczucia własnej atrakcyjności) - jestem pewna, że minie. Mam bardzo podobnie jak Ty. Jeszcze 7, 8 kg na plusie. Też się nie obżeram, a nie chce mi spaść ta waga. Nie wiem, czemu, bo też karmię, odciągam pokarm, jem możliwie zdrowo (bo czekolady nie tknęłam już od ponad 4 tygodni, co jak na mnie to jest wielkie osiągnięcie). Ale może tak na razie musi być. Pamiętam, jak mi kiedyś koleżanka, która była w ciąży opowiadała, że miała takie wahania - po urodzeniu zrzuciła sporo kg, później miała wilczy apetyt i pochłaniała wszystko w liczbie razy dwa, a później już się wszystko wyciszyło, unormowało i schudła tyle, że była chudsza niż przed zajściem w ciążę. Więc myślę, że jest nadzieja. Niestety i u mnie rozstępów cała masa (wszędzie i na tyłku i na nogach i na brzuchu) + cellulit. Włosy jak siano - suche, wyschnięte, skóra wysuszona (szczególnie na twarzy). Cycki już też trochę sfatygowane ;), takie typowe piersi matki karmiącej. Nie jest to sielanka. Ale jestem pewna, że doprowadzę się z czasem do ładu. Innej opcji nie widzę po prostu. Po każdej kąpieli smaruję się kremami na rozstępy dla lepszego samopoczucia, bo działanie ich jest średnie na bank. Ale za jakiś czas może pójdę na siłownię, aerobik, czy inną aktywność.

Co do hemoroidów. Polecam (z własnego, bolesnego doświadczenia) maść hemorectal i czopki na hemoroidy. Ja stosowałam i to i to i chyba po 2, 3 tygodniach powoli, powoli mi zaczęły te wredoty ustępować. Ale co się namęczyłam, to moje.

Mart, ja też na razie mieszczę się jeszcze w ciuchy sprzed ciąży. Nawet nie otwierałam jeszcze pudła z ubraniami z tego okresu. Na razie jeszcze używam ciążowych. I jeszcze nie zamierzam ich sprzedawać z kilku powodów. Może się przydadzą na kolejną ciążę. A może posłużą mojej siostrze, jak zdecyduje się na dziecko, kto wie :) Choć też nie mogę doczekać się momentu, w którym pójdę do sklepu i kupię sobie jakiś nie ciążowy ciuch w dawnym rozmiarze S.

Mart, głowa do góry, będą lepsze dni, wiem to doskonale po sobie. I też bym czasem chciała wchłonąć coś niezdrowego, co sobie od wielu, wielu miesięcy odmawiałam. McDonalds'a, KFC, czy żółtego Redds'a :) Już niedługo :)
A obiadek będziesz miała bardzo smaczny, nie mówiąc już o deserze :) U mnie krupnik mamusi, pulpeciki mamusi, więc jestem chwilowo uwolniona od myślenia, co tu na obiad :)

K4rol4 chyba też nieumiejętnie parłam podczas porodu, bo tuż po opuszczeniu porodówki wyglądałam jak burak - policzki zaczerwienione, popękane naczynka. Ale nie zdążyłam się przeszkolić w zakresie prawidłowego oddychania i parcia, więc trochę mojej winy w tym było. Teraz twarz już bledsza ale bardzo sucha...
 
Dzięki dziewczyny za rady i wsparcie ;-) jesteście nieocenione:-), wolę się was radzić niż mamy czy teściowej bo one zawsze że coś pewnie źle robię albo jem i jeszcze gorzej że mówią: och biedne maleństwo... i bardziej się stresuję:-(
gorgusia u mnie jest tak że siedzimy sobie a tż zadowolony mówi ooo mała puścila bąka a ja: nie to ja:zawstydzona/y: a on:aha:-D weronkazzz ten produkt nazywa się sab simplex i polożna mi dziś mówiła że zalezy od dziecka bo niektórzy mówią że super rewelacyjne a inni że nie ma różnicy jak z tymi polskimi.
kakakarolina robiłam tak tylko że ja mam wanne i kończyło się tym że mała tak się darła że musiałam wyskakiwać z wanny brać z leżaczka i mokra bujać ją na rękach albo noge wystawiałam z wanny i nogą ją bujałam zalewając przy tym cała łazienkę.:sorry2:
 
Mart to jest jakaś hormonalna faza 3 tyg. ja miałam w podobnym czasie co ty doła, nie raz się zastanawiałam, po co mi drugie dziecko, przecie już tak fajnie mieliśmy, ale spojrzę na tego mojego klocka, co w śnie udaje że doi cyca, to aż się papa sama cieszy :-D w pierwszej ciąży, to miałam doła dopóki nie poszłam do pracy, musiałam mieć sukces, wykazać się, mieć nad czymś kontrolę, ubrać się i umalować :tak: teraz mniej hormony szaleją i akceptuję rzeczywistość taka jaką jest, zobaczysz z dnia na dzień będzie lepiej :tak:

ale jestem numer, kupiłam sukienkę na jutrzejsze wesele, ale coś mi nie pasuję, więc sobie mówię, a sprawdzę, czy wchodzę w moje inne reprezentatywne dwie sukienki przed ciążowe, ehehe jakie zdziwienie, że weszłam i całkiem wyglądam :-) a waga dalej u mnie stoi, tylko brzuch spadł :tak:
 
Dziewczyny karmiące butelką może mi coś poradzicie: Młody bardzo często mi się krztusi jestem tym przerażona. Mówiłam lekarce a ona że to się zdarza i że normalne. Dla mnie to nie jest normalne i już mam schizę, że nie potrafię karmić własnego dziecka. Nawet przy piersi mi się krztusił. Może ja go źle trzymam ? Ale wydaje mi się że to żadna filozofia: główka w zgięciu mojej ręki i oki. A tatusiowi się jakoś nie krztusi - M go karmi na swoich kolanach - układa go wzdłuż. Zaczynam być zazdrosna i znowu mam doła...
No i mam też mało pokarmu (ściągam od czasu tego zastoju). I już sama nie wiem czy walczyć czy przejść na mm. Tak bardzo chciałam karmić piersią - tak jak karmiłam starszego. Największą chęć przejścia na mm mam w nocy, gdy nakarmiony Młody ląduje w łóżeczku a ja, chociaż umieram z niewyspania, to zasiadam do laktatora a później jeszcze wszystko trzeba umyć i wyparzyć i schodzi około 1 godz na to. I już sama nie wiem ale długo tak nie pociągnę...

Marta umówmy się na wspólny spacer to razem sobie popłaczemy...
 
Ostatnia edycja:
reklama
mart na zaparcia spróbój zjeśc jablko ale ze skórką u mnie zadziałało a poszarpane sutki posmaruj swoim mlekiem i przewietrz albo nałóż wkladki posmarowane wlasnym mlekiem na kilka minut kilka razy dziennie
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry