hej hej, witam nowe sierpniówki
ja siedzę i pogrążam się w nieróbstwie... cały dzień prawie przed kompem. tyle co zmyłam podłogi i nastawiłam pranie no i umyłam gary. pranie w pralce bo na wieszaku wisi poprzednie i nie chce mi się go zdjąć. Zaraz będę dawać Natalii obiadek, potem może ruszę tyłek i zrobię coś z tym praniem i siądę do prasowania... mam nadzieję że Natalia będzie siedzieć grzecznie w kojcu bo jak jest deska i żelazko to innego wyjścia nie ma. Znów się nie ruszyłam nigdzie na spacer... masakra, siedzi to dziecko biedne w domu, i psy... choć dziś zimno no ale nie leje i wyjść by można... teraz już nie pójdę bo wszystkie cieplejsze bluzy Tituni w pralce mokre...
wczoraj byłam na treningu z psem, przygotowujemy się do pokazów, pozorant wymyślił sobie różne scenariusze, że np. mój pies waruje w oddali a ja spaceruję z pozorantem, nagle pozorant atakuje mnie a mój pies wtedy rusza i łapie pozoranta... mało się nie porobiłam w majty

mimo że pies bezbłędnie atakował rękaw, ale bałam się że stojąc tak blisko mogę przy okazji oberwać

potem pozorant zawołał innego kolegę który miał go gonić razem z moim psem, i mój pies bezbłędnie wymijał tego kolegę i łapał pozoranta, ciekawe jak tam majty kolegi przy tym

wesoło było, nie powiem

w dodatku odkryłam że mój pies o wiele lepiej pracuje jak się wydaje komendy słodziutkim wysokim głosem, i fajnie to wyglądało - groźny stafford powalał człowieka a ja do niego piszczałam: "dobry piesek! ślicznie! kochany Jumperek!"

taka fotka z treningu