To jest po prostu niemożliwe!!!Tyle pisałam i nie dość,że nie udało mi się wysłać,to jeszcze mi wszystko skasowało


.Spróbuję więc raz jeszcze...
Po pierwsze- gratki dla mamuś,które dowiedziały się,co w ich brzuszkach siedzi,po drugie- zdrówka dla dzieciaczków chorujących,i po trzecie- kciuki za dzisiejsze wizyty.
IzaV- podoba mi się Twe podejście do męża i chyba będę czynić tak samo...
Co do mojego to wiem,że z dzieckiem da radę,bo opiekował się czasem chrześniaczką i nawet dobrze mu szło i poza tym lubi dzieci.Naszym problemem jest zaś to,że jesteśmy obydwoje uparci i każde chce postawić na swoim,przez co są wiecznie sprzeczki.Jednak nie umiemy się na siebie długo gniewać.Kilkanaście minut to max.Drugi problem to mega lenistwo męża i choć długo się łudziłam,że uda mi się to w nim zmienić,to powoli tracę nadzieję.Ale cóż mogę narzekać jak se tak wybrałam.Muszę znaleźć na to jakiś sposób...Nie raz i nie dwa mam już wszystkiego dosyć ale zaraz sobie myślę,że po takim czasie bycia razem chyba nie dałabym rady być z kimś,kto jest potulny i posłuszny.
Moja wizyta przypada na jutro i nie wiem jak ubłagać gina,żeby mi zrobił usg i sprawdził,czy wszystko z dzidzią w porządku...Zapowiedział mi już w lutym,że teraz usg nie będzie.A ja już naprawdę panikuję...Bo tydz,czy dwa tyg temu jakoś jeszcze w miarę do tych ruchów dzidzi podchodziłam.Jednak leci mi już 21 tydz, a ja dalej kompletnie nic nie czuję:-(.Wiem,że łożysko mam na tylnej ścianie,więc tym bardziej się martwię.Naprawdę nie wiem od czego te czucie ruchów jest jeszcze zależne...Może ma to coś wspólnego z tym,że mam więcej tłuszczyku na brzuchu- sama nie wiem...Do tego odebrałam dziś wyniki i mocz ok, a przy morfologii...mam obniżone hematrocyty i nie mam pojęcia o co kaman.Oby do jutra...
Poza tym życzę wszystkim miłego popołudnia i wieczoru
