Marcelinaa, bez obaw, ja też pod koniec 'płakałam' że chyba jednak nie chce być matką i nie powiem, żebym miała jakąś super minę jak mi dali Li jeszcze z pępowiną - raczej czekałam aż mi zabiorą ją(zresztą Tomek mi opowiadał jak wyglądała moja mina

). Ale z czasem tak się w niej zakochałam, że teraz jak mam iść do szpitala i ją zostawić to trzęsę się jak galareta. Tomek też nie lubi dzieci - ale Li kocha bardziej niż mnie już

. I mówi, że tylko Li jest zajebista, reszta dzieciaków brzydka i głupia

. Obce dzieci zawsze szybciej wkurzają

. Teraz z perspektywy czasu widzę, że nie dziecko było 'problemem' tylko świadomość, że w swoim życiu już na 1 miejscu nie będę ja. Jak będę miała ochotę trzasnąć drzwiami i wyjść- to nie mogę, nie mogę mieć kaprysu nagle gdzieś zniknąć, nagle coś zrobić (chyba że wezmę pieluchy, mleko i Li na plecy

). Teraz przechodzę to samo, unormowało mi się już (po roku!) życie z Li, za chwile będzie kolejny brzdąc, który zabierze 'mój czas' i ja już nie wiem kiedy będę miała czas dla siebie.. i wkurza mnie to - ale wiem że za chwilę uznam, że nie mogło być lepiej :-). Mam nadzieję, że trochę pocieszyłam - i nie jesteś (jak zwykle) w odczuciach wyalienowana.
sagaa31, wiem
