Dziewczyny napisze Wam szczerze, ze jestem zalamana. Pisalam Wam wczesniej ze czekalam na list z terminem usg. Jak sie mozecie domyslac wszystko poszlo nie tak. Wiec skracajac dluga historie cale rano biegalam po lekarzu rodzinnym i oddzialach szpitala. Do tego jeszcze taka recepcjonistka od rodzinnego dala mi " wyklad" pod tytulem od czego jest oddzial wczesnej ciazy a nie zebym ja tam chodzila i zawracala glowe Myslalam ze ja przetargam pzez oddzielajace nas od siebie biurko. Wiedzialam ze z nia tak bedzie jak tylko zauwazylam ze jest na zmianie zawsze sa z nia problemy. Natomiast w szpitalu obydwie babki super! Maja dzwonic do mnie jutro jak nie beda mialy za duzo pracy zebym przyjechala na usg. Niestety z zadna polozna nie rozmawialam bo akurat strajkuja dzis( jak pech to pech) ale maja jutro dzwonic. I juz sama zgupialam dziewczyny co z tym robic. Jak nie zadzwonia ( a biore taka mozliwosc pod uwage)czy je cisnac czy olac. Normalnie rece opadaja. Do tego w pon wyjezdzamy i juz sama nie wiem. Wszystkie moje znajome pierwsze usg mialy polowkowe a tu sie zrobilo tyle zamieszania. Juz dziewczyny sama nie wiem. Zalezalo mi a teraz kurde glupio mi. Co doradzicie