Ewaelinka - daj znac co lekarka na to i jak sie sprawy maja, mam nadzieje, ze to jakaś blahostka.
Z tego co piszesz to wyglada na to, ze dasz sobie radę a nastolatkiem
Ja uważam jak Kami - trzeba od poczatku budować relacje partnerskie, takie gdzie dziecko nie boi sie rozmawiać, byc sobą, nie boi sie błędu popełnić, ufa rodzicom i sie ich nie boi. Szanuje, ale nie jest zastraszone. Zna granice. Wiadomo, ze potem najprawdopodobniej bedzie chciało stanowić swoje i mniejszy lub większy bunt przejdzie. Ale jesli sie nie wypracowało wczesniej dobrych relacji to panicznie ruchy jak juz jest nastolatkiem na ogol przynoszą odwrotny skutek.
Ja mam super rodziców, lubianych przez wszyskich znajomych moich i brata, oraz wszystkich naszych partnerów życiowych

Czasami myśle, ze za mało dyscypliny mieliśmy, ale to pewnej efekt tego, ze sie rozwiedli jak bylismy nastolatkami, a wtedy rodzice 'wynagradzaja' dzieciom ten bałagan luzujac dyscyplinę.
Za to zawsze byli partnerami. Były czasy kiedy mnie do wkurzalo, bo ile mozna gadac czy podejmowac decyzje (czasami wolalam by cos nakazali lub zakazali

)
Rodzice powtarzali, ze cokolwiek sie dzieje, cokolwiek robimy, planujemy itd lepiej im mówić, zeby jakby co mogł pomoc, ratować itd. Woleli pierwsi wiedziec o fajkach, alkoholu, wagarach, rozbitych autach. To mama zaprowadziła mnie do ginekologa po pierwsze pigułki.
Nie bylismy bici, od malego bylismy traktowani jak odrębne jednostki z poszanowaniem potrzeb, emocji, marzeń i lęków, a nasze zdanie miało wartość, na tyle na ile dziecku mozna pozwolić decydować.
Większych problemów nie sprawialiamy, ale pare spektakularnych akcji odwalilo każde z nas. Rodzice byli zawsze na straży by ratować z opresji, a najwieksza kara była świadomość jak bardzo sie martwią, jak to przeżywają.
Choć nie wiem czy przelkneli by to gdyby któreś z nas politechniki nie skończyło

))
To jest nudne jak moje mdłości ale - rozmowa, rozmowa, rozmowa

Tylko teraz na to trudniej znaleźć czas...
Koniec lenistwa! Do zobaczenia pózniej
