Tylko pozazdrościć.
Jak byłam w ciąży z Wiwi to myślałam jak dzidzia będzie sobie słodko spała w łóżeczku a my z mężusiem poprzytulamy się patrząc na naszego aniołka. Marzyłam o karmieniu piersią. Niestety żadne z tych marzeń się nie spełniło. Wiwi urodziła się chora, a jak już była w domciu to ja nie miałam już prawie wogóle pokarmu, a ona cały czas płakała. Na szczęście mój mąż nie należy do mężczyzn, którzy twierdzą, że zajmowanie się dzieckiem to zajęcie dla kobiet - nosił małą na rękach razem ze mną na zmianę, robił mleko, przewijał i robił mi śniadanie bo ja z płaczącym maluszkiem nie robiłam nic, bo miałam ją cały czas na rękach. Niekiedy zastanawiałam się po co było mi to wszystko, teraz już umię sobie odpowiedzieć na to pytanie - po to żeby uśmiechała się do mnie, przytula się i robi mi prezenty w postaci swoich prac. Najważniejsze, mówi: "mamusiu kocham cię na cały kosmos". Ja zawsze jej mówiłam: "Wiwi, mamusia kocha cię jak stąd na koniec świata i z powrotem", ale teraz nie muszę wymyślić coś nowego bo wczoraj Wiwi powiedziała mi, że nie ma końca świata bo mieszkamy na kuli ziemskiej, kóra jest okrągła". Zatkało mnie, mądra dziewczynka - i dlatego teraz wiem po co mi to wszystko było.