jordgubbe oj poniekąd czytając Ciebie jakbym siebie widziała... Też miałam wszystko zaplanowane i sporo z tego wywróciło się do gory nogami :/ Dopiero w szpitali powiedzieli mi ze Dawid jest taki duzy i ze musi być cesarka. Do dzisiaj słyszę w uszach "proszę zakwalifikować panią do cięcia". Na tamtą chwilę cc kojarzyło mi się z jakąś totalną rzeźnią, do tego hormony, ryczałam strasznie. No ale ordynator mnie przekonał do cesarki bo nie dałabym rady urodzic go naturalnie, mały najzwyczajniej w swiecie nie zmieściłby się... Jak go wyjęli był już fioletowy jak śliwka. Ehhh dobrze ze tak się skończyło. Czas po cc wspominam dobrze, teraz już w sumie nie pamiętam tego bólu. Tylko jakaś taka trauma mi została po tym krótkim karmieniu piersią...