w zeszłym tygodniu leżał mąż, weekend spędziłam na szkoleniu, po którym znaczna część załogi przyjechała chora, więc w końcu padło na mnie... na szczęście wczoraj szef się zlitował i kazał mi iść do domu, wolne do jutra, ale w czwartek muszę być gotowa do pracy, więc robię co mogę, żeby stanąć na nogi... najgorsze, że boję się cokolwiek wziąść, łyknęłam tylko apap i rutinoscorbin, bo jak się zaczyna starania nigdy nic nie wiadomo...