Mój facet wymyślił sobie że jego obowiązkiem jest wyrzucanie śmieci, ogarnięcie garażu i piwnicy. Jak zdarzy się że trzeba wyrzucić 2 razy śmieci to już nie ma takiej opcji. Bo on raz był i starczy.Oczywiście cała chata jest na mojej głowie. Wkurza mnie jak zeżrę i nawet naczyń do zmywarki nie da bo jak twierdzi jest pełna a tak się zawsze składa że nawet nie sprawdza i jest pusta. Bo oczywiście naczynia też ja wykładam.Z dzieckiem sam nie pójdzie na dwór. Muszę być jeszcze ja. Z nami to chętnie wychodzi.Wkurza mnie to bo też pracuję 8 godzin dziennie, mam pracę biurową a on fizyczną (mniej zużyję energii) ale jeszcze dorabiam po pracy, odbieram małego i chata na mojej głowie. Jak jęczę, że muszę sprzątać to stwierdza że nie muszę, przecież jest czysto.