Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Ja byłam tez tydzień po zrobionej becie ale po to by lekarz przepisał mi progesteron tyle że u mnie wiecie jak byłoJa rozumiem, ze takie slowa od lekarza sa chamskie i czlowiek sie zalamuje, bo sama uslyszalam ze to bedzie puste jajo. Ale z drugiej strony niektore kobiety leca na nastepny dzien po tescie do lekarzani oczekuja nie wiem czego.
Moja gin powiedziala jak zadzwonilam, ze jak nic sie nie dzieje mam przyjsc w 8 tyg wtedy bedzie jasnosc bez zbednych gdyban i nerwow i uwazam, ze miala 100 racji. Poszlam w 5 do innego ze wzgledu na bol brzucha, bo jej nie bylo i pozniej nie spalam 3 tygodnie. Teraz slyszalam, ze lekarze nawet odmawiaja usg w tak wczesnej ciazy i tylko na podstawie bety wystawiaja l4.
Mi tez wiecznie brakuje cierpliwosci. Jutro ide na wizytę, bo nadal boli brzuch :/
Kochana ale spokojnie, przeciez zadna Ci zlego slowa nie napisalaOk, może inaczej bo czuję że za chwilę mnie co niektóre zjedzą. Pracuję zmianowo, po 9-10,5 godziny, wstaję o 2 w nocy albo o tej się kładę spać, muszę z rozgrzanej kabiny wychodzić do zwrotnicy gdy na zewnątrz bywa 3-5 stopni, do tego ciągle drgania bo tory są w takim stanie w jakim są. Nie mogę wyjść do toalety gdy mam ochotę, mam na to max 2 przerwy, do tego stres, bo wiara ma prawo jazdy ze zdrapki a piesi wchodzą na ulicę pod tramwaj jakbym mogła się zatrzymać w miejscu. Czy to zbrodnia że martwię się o stan mojego nienarodzonego, że wolałabym być na zwolnieniu zwłaszcza na początku, gdy ryzyko że coś się posypie jest największe? Że reaguję w taki a nie inny sposób gdy lekarz przy 5+1 nawet nie próbuje zobaczyć czegokolwiek tylko sugeruje że po roku starań nie mam się z czego cieszyć?
Podejrzewam, że cieszyć można się dopiero od 6 miesiąca a pracować powinnam do samego porodu. Fajnie, babki potrafią być takie wspierające...
Wiem biedna przeczytałam to co napisałaś i Ci odpisalam.. mój lekarz był zawsze w porządku zobaczę jak tym razem się zachowa jak np nie zobaczy ..Ja miałam ostatnią @ 23 stycznia i byłam u lekarza 25 lutego, co usłyszałam od niego opisałam kilka stron temu. No i nawet nie szukał czy coś jest także ten...
Ok, może inaczej bo czuję że za chwilę mnie co niektóre zjedzą. Pracuję zmianowo, po 9-10,5 godziny, wstaję o 2 w nocy albo o tej się kładę spać, muszę z rozgrzanej kabiny wychodzić do zwrotnicy gdy na zewnątrz bywa 3-5 stopni, do tego ciągle drgania bo tory są w takim stanie w jakim są. Nie mogę wyjść do toalety gdy mam ochotę, mam na to max 2 przerwy, do tego stres, bo wiara ma prawo jazdy ze zdrapki a piesi wchodzą na ulicę pod tramwaj jakbym mogła się zatrzymać w miejscu. Czy to zbrodnia że martwię się o stan mojego nienarodzonego, że wolałabym być na zwolnieniu zwłaszcza na początku, gdy ryzyko że coś się posypie jest największe? Że reaguję w taki a nie inny sposób gdy lekarz przy 5+1 nawet nie próbuje zobaczyć czegokolwiek tylko sugeruje że po roku starań nie mam się z czego cieszyć?
Podejrzewam, że cieszyć można się dopiero od 6 miesiąca a pracować powinnam do samego porodu. Fajnie, babki potrafią być takie wspierające...
Spokojnie, przecież żadna z nas nie napisała, że nie powinnaś iść do lekarza. To twoja decyzja i tak samo czy chcesz już iść na l4. Należy Ci się to tak samo jak każdej innej kobiecie. Pisały dziewczyn y tylko, że idąc bardzo wcześnie bywa że nie da się nic zobaczyć bo każda ciąża rozwija się inaczej i nie zawsze jest książkowa. Tłumaczyć się też nie musisz. Głowa do góry i nie stresuj się [emoji846]Ok, może inaczej bo czuję że za chwilę mnie co niektóre zjedzą. Pracuję zmianowo, po 9-10,5 godziny, wstaję o 2 w nocy albo o tej się kładę spać, muszę z rozgrzanej kabiny wychodzić do zwrotnicy gdy na zewnątrz bywa 3-5 stopni, do tego ciągle drgania bo tory są w takim stanie w jakim są. Nie mogę wyjść do toalety gdy mam ochotę, mam na to max 2 przerwy, do tego stres, bo wiara ma prawo jazdy ze zdrapki a piesi wchodzą na ulicę pod tramwaj jakbym mogła się zatrzymać w miejscu. Czy to zbrodnia że martwię się o stan mojego nienarodzonego, że wolałabym być na zwolnieniu zwłaszcza na początku, gdy ryzyko że coś się posypie jest największe? Że reaguję w taki a nie inny sposób gdy lekarz przy 5+1 nawet nie próbuje zobaczyć czegokolwiek tylko sugeruje że po roku starań nie mam się z czego cieszyć?
Podejrzewam, że cieszyć można się dopiero od 6 miesiąca a pracować powinnam do samego porodu. Fajnie, babki potrafią być takie wspierające...