Boze zwariuje.. przezywam chwile grozy.
brat z rodzina byl w galerii i na ich oczach mial miejsce wybuch jakis oparow ze zbiornikow z benzyna ekstrakcyjna w pralni chemicznej... kobieta ktora tam pracowala cala poparzona sie czolgala ledwo zywa.. brat pobiegl jej pomoc.. pogubili sie cala rodzina.. dzieci zabral kelner do sfinksa.. bratowa czekala na meza (mojego brata), wyciagnal te kobiete.. juz cala sztywniala.. przyjechaly sluzby zajely sie nia jest w bardzo ciezkim stanie... brat byl cały w jakiejs chemi.. mial nia oblepione cale rece i nie wiadomo jak to sie ma do tego co sie nawdychal.. zaczal stzywniec i on.. dostal tlen i wlasnie zabrali go karetka do szpitala....
jestem juz tak zmasakrowana bo to wszystko dzieje sie 50km od nas...
brzuch mnie boli.. musze zaraz leciec po corke ktora miala isc do babci.. a babcia pojechala tam na miejsce zdarzenia bo przeciez bratowa z dziecmi sama.. a drugie corka ich w przedszkolu i ja trzeba odebrac.
mam nadzieje ze Bog nad nami czuwa i nikomu sie nic nie stanie i ja przetrwam to w dwupaku..