W moim szpitalu tak było też ...przyjechałam o 8 do szpitala zaraz zabieg i o 16 mąż mnie zabierał do domu

natomiast w tamtym szpitalu rzeźnia nie wiem czemu tak trzymali..pielęgniarka mówiła że przez ostatnie 2 -3miesiace jest tyle poronień że szok (między listopadem a styczniem 2021) i nie ma gdzie pacjentek kłaść

ja tam strasznie płakałam, nie wiem czy hormony czy co ..wszyscy przychodzili i wychodzili a ja nadal tam..zabrakło mi czegoś a mąż nie mógł przyjechać bo drogi zasypane i zablokowane nie mógł do nie dojechać. Najgorsze było co innego...obok leżała dziewczyna, której gin pracował w tym szpitalu, jej prywatny gin. Co chwilę do niej zaglądał, brał na badania, przyszedł do niej psycholog ..ja leżałam obok z tym samym problemem i nawet nie odezwał się do mnie


ja rano po obchodzie dostawałam poronne i następnego dnia rano gin sprawdzał czy już i tak do skutku ot cała opieka medyczna