Jak powiedzialam, tak zrobilam. Zadzwonilam na poloznicza miejscowa IP i kazali przyjechac (wczesniej zrobilam wszystko, co kazali na stronie - zjesc slodkie, wypic slodkie, lezec na boku, reka brzuch ponaciskac). Bylo milusio

zrobili najpierw ktg 40 minut, wszystko bylo super pieknie i przy okazji powteirdzili mi, ze to dziwne cos, co trwa 3 sekundy, to skurcz

zajmowal sie mna przeuroczy pan poloznik. Zero ruchu, zadnych rodzacych, ten sam pokoj. Lozeczko, co ostatnio. Po dwoch godzinach przyszla przeurocza pani doktor. Zrobila super dokladne usg, przeszukala wszystko, zmierzyla wody, przeplywy pepowinowe i mase innych szczegolow (niestety nie moglam byc na boku ale robila mi przerwy

). Wszystko ksiazkowo, nawet sie podobno ruszala - ja tego nie czulam. Aaaaaa ale jak tylko ktg podpieli zosia popisywala se mocno swoim karate.
No i wszystko jest pieknie ale jakby sie znow zdarzylo, to dzwonic i przyjezdzac, lepiej wiecej panikowac niz za malo.
teraz juz jestesmy w domu, po kolacji... Zosia oczywiscie sie nie rusza. Chyba lubi szpitale.
Wazy 2200 (+/- 10%) a glowa wyszla wielka na 36 tydzien...
Dziekuje wam kochane za wsparcie!
Made wlacz whatsappa kurcze.
Lil! Milo Cie widziec!
Kotku - w tym miescie malenkim wszystko jest w miare blisko

tak wieczorem bez korkow do szpitala jedziemy 15 minut.