Zostałam wdową mając 32 lata...Przyszedł czas,że poznałam mojego M długo trwała zanim go tak naprawdę pokochałam,gdyby nie jego miłość,wyrozumiałość i wytrwałość na pewno nie bylibyśmy dzisiaj razem.Mieszkaliśmy u mnie,w między czasie zostałam matką chrzestną takiego cudownego bąbla

Jego mamusia postanowiła,że facet jest ważniejszy i go porzuciła jak miał trzy lata.Nie zastanawialiśmy się długo i postanowiliśmy zostać rodziną zastępczą dla niego.I co i znowu niepowodzenie,bo nagle odnalazł się biologiczny tatuś i mimo dobrej opinii,pomyślnych testów,itd... przegraliśmy sprawę bo biologiczni rodzice mają pierwszeństwo...Teraz młody ma 7 lat i wychowuje się z babcia wariatką,jej konkubentem i tatusiem alkoholikiem...Nawet go nie widuję

Musieliśmy opuścić mieszkanie bo właściciele chcieli je dla swojej rodziny i tak prawie z dnia na dzień zostaliśmy beż dachu nad głową.Przygarnęli nas teściowie do mieszkanka 36m2,dwa pokoje z kuchnią i łazienką.Ciasno ale jest dach nad głową

W pokoju z rodzicami mieszka teraz jeszcze mój szwagier bo rozstał się z dziewczyną i wrócił do mamusi...Kurde jakie przeludnienie,nie macie pojęcia.Chociaż nie narzekam bo teściowie są w porządku i ogólnie jak wszyscy jesteśmy to jest wesoło

Gorzej będzie jak na świat przyjdzie nasze dziecko ale pocieszam się że są ludzie co wychowują dzieci w gorszych warunkach i one wyrastają w miłości na porządnych ludzi.Na prośbę męża podjęłam leczenie i mimo wątpliwości wierzę że się uda,a właśnie przez te wątpliwości trafiłam na to forum,za co będę dozgonnie wdzięczna "wujkowi gogle"

Tak w skrócie wyglądało i wygląda moje życie...Przepraszam jeśli płakałyście przez ze mnie :*