Wiecie co Kochane? Tak sobie myślę i myślę i mam pewne wątpliwości, czy takie podkładanie poduszek pod pupkę czy też robienie "świec" po współżyciu jest takie dobre... (A sama tak czasem robię...) No bo przecież zapłodnić jajeczko powinien ten najsilniejszy, najszybszy, najwytrwalszy plemniczek. Ten, który wyprzedzi wszystkich, pokona wszelkie przeszkody. Z takiego, mamy szanse na silną, zdrową Fasolcię. No a takie nasze "wspomaganie" sprawia, że dzięki grawitacji, to całe nasienie szybciuto płynie tam, gdzie trzeba - i te silniejsze plemniczki i te słabe, schorowane. I czy to dobrze, gdy cała ta armia napotyka jajeczko praktycznie w tym samym momencie? Czy w takim przypadku także do jajeczka wtargnie ten najsilniejszy, najzdrowszy? Mam obawy, czy przypadkiem, nie przeszkadzamy tutaj zarządzonej przez naturę selekcji... Skoro np. przez wiele cyklów nie dochodzi do zapłodnienia ( zakładając, że przyczyną są słabe, mało ruchliwe plemniki ), i nagle "na siłę" doprowadzimy je do jajeczka, czy mamy szansę na silnego,zdrowego potomka? Co Wy o tym myślicie?