Haluuuu....jest tu kto?
Dżisyys nawet wyspać się nie dadzą. Mój obudził mnie kilkanaście minut przed 5, z ostrym bólem brzucha przyleciał z miską do pokoju. Taki nagły atak, który po raz 3ci już mu się zdarzył. Blada jak jasna ściana, trzęsie się z zimna i zwija z niewiarygodnego bólu. I tak to trwało pół godziny (chociaż dwa poprzednie ataki wyglądały mniej więcej tak, że puszczał hafta i na tym się skończyło, wszystko wracało do normy). Wcisnęłam jeszcze siłą w niego 3 nospy 40 i łyżkę amolu.
W końcu jak zaczął jęczeć i z bólu tarzać się po łóżko, zadzwoniłam na pogotowie...znaczy czekajcie, wybrałam ja 112 a i owszem ale dalej się zastanawiam czemu mnie połączono z komendą policji...???...
W każdym bądź razie zadzwoniłam potem na pogotowie, opisałam objawy, przemiła pani powiedziała, że wysyła karetkę. Ten miauczy mi w łóżku z bólu, chomik nasz przeziębiony na maksa i kicha z drugiego pokoju, a ja marzę o spaniu.
W myślach błagałam ja, żeby ta karetka w końcu przyjechała, bo myślałam, że jeszcze trochę a zacznie mi rzygać żółcią czy krwią. W końcu przyjechali...uuups sorry...przyjechały.
Dwie młode dziewczyny, takie ładne, ten się zwija z bólu zaczynają go badać, ja szukam jego dowodu bo gdzieś go kurna zapodział, druga leje mojego po plecach z pytaniem "A tu pana boli, a tu???". Autentycznie chciało mi się śmiać. (może i jestem bezduszna ale to naprawdę komicznie wyglądało). W końcu orzekła wysoka i ładna czarnulka "No cóż ja mogę panu powiedzieć, gdzieś tam panu piaseczek w moczu lata, dlatego tak pana boli i chce się panu rzygać, no i trzeba to będzie urodzić. Ale najpierw musi pan zrobić szereg badań, więc jak przychodnia się otworzy to pan grzeczniutko pójdzie do lekarza i tam się jemu wyspowiada z nocnej przygody". Tom sobie pomyślała, że mnie jeszcze jego piasku w moczu potrzeba. Ja po biochemicznej (ale czuje się najzdrowsza z towarzystwa), teściu w szpitalu na rehabilitacji (2 miechy temu udar), chomik kicha jak najęty i łazi z infekcją oka, a ten dorzucił piaseczek. Noż k......... by cie wzięła.
No ale jak mus to mus, choroba nie wybiera dogodnego dla nas czasu.
Przynajmniej o tyle dobrze się to skończyło, że przynajmniej wiemy na czym stoimy i mogę swojego skopać za to, że do lekarza nie polazł 3 miesiące temu już, jak był pierwszy atak. Już mu zapowiedziałam, że teściowa go zjedzie.
Druga ładna pani ratowniczka w dupę 3 zastrzyki dała i mówi spokojnie do mojego "Ale proszę rozluźnić pośladki, bo jak napnie to będzie bardziej bolało", to był drugi moment kiedy chciało mi się zaśmiać. Jeszcze na pożegnanie ładnych ratowniczek puścił mega olbrzymiego pawia, ale szczęśliwy był, że to już mu przejdzie.
Jak panie pojechały, siadłam obok mojego, gładzę go po pyszczku, trzymam za rączkę i mówię "Widzisz jakie panny do Ciebie przyjechały a Ty wyglądasz jak siedem nieszczęść", na co odparował "Wiesz, mnie już latało czy one ładne czy nie ładne, oślepłem na te kilka minut bólu".
Na szczęście zastrzyk zaczął szybko działać i teraz śpi jak baranek.
A ja ledwo widzę na oczy ale chyba się dobrze składa, ile do laboratorium na pobranie krwi...hah, ta dobra strona medalu....;-)
Mój poranny optymizm wprost mnie poraża!
Aaa ale mi się to już chyba wredna @ kończy! Juuupi!!!