oki doki
Sat, jeśli kolejna @ nie przyjdzie sama z siebie tak do 35dc to idę do niego i bez skierowania na badania poziomu hormonów nie wyjdę z gabinetu (gorzej jak policje wezwie)
ale przygodę przeżyłam przed chwilą, Rufi (moja kotka) przyniosła do domu mysz (żywą!) i wpuściła mi ją do salonu. Zamiast ją łapać Rufi poszła sobie pić wodę (biedaczka pewnie zmęczyła się polowianiem i pić jej się zachciało

) a mysz tup tup pod kanapę... W pośpiechu zamykałam wszystkie drzwi, żeby mi np do sypialni nie weszła. Zestawiłam kota z blatu i kazałam jej łapać tą cholerną mysz, na co Rufi popatrzyła się na mnie maślanym wzrokiem, owróciła się dupą i poszła żreć kocie chrupki
15 minut próbowałam za pomocą szczotki wypłoszyć mysz, co nie było łatwe bo narożnik ma wymiary 3m x 2m więc latałam jak głupia z miotłą od jednego końca narożnika do drugiego a Rufi z zadowoleniem i totalną olweką wpierdzielała swoje chrupki...
w końcu po tych 15 min udało mi się wypłoszyć mysz. Myślicie, że Rufi ją złapała??? siedziała i ze stoickim spokojem patrzyła jak mysz biegnie radoście z salonu do kuchni (a ja biegnę za myszą, znacznie mniej radośnie)...
w końcu udało mi się złapać francę (mysz, nie Rufi) i wyrzucić na dwór...
ja nie wiem, nie mieliśmy kota- nie mieliśmy myszy, mamy kota- mamy w domu myszy, ptaki, żaby, jaszczurki a nawet krety. Wszystko przynosi i wpuszcza nam do domu. Ręce opadają normalnie...
