galwaygirl
Mamusia Piotrusia
Dziewczyny, odnośnie zazdrości, to jest to naturalne, czujemy żal do całego świata, dlaczego nas to spotkało, ale czas na prawdę leczy rany, zostają blizny, ale te już tak nie bolą. Jak wróciłam ze zwolnienia po poronieniu, to kolega wrócił po urlopie, po tym jak mu się urodziło dziecko. Tak dumnie się chwalił, że wpadł ze "współlokatorką" i opowiadał, jak to wspaniale mieć dziecko, a moje serce krwawiło, kilka minut później moja szefowa, z którą mam kontakt bardzo koleżeński pyta, a kiedy na mnie kolej? To jej powiedziałam, że jak byłam na zwolnieniu to leczyłam rany po stracie dziecka. Największy ból trwał miesiąc, ale mój ból był moim bólem, a cieszyłam się ze szczęścia koleżanek. Ja poroniłam 28 czerwca, a bliska koleżanka miała termin końcem września, odwiedzałam ją, oglądałam pokoik i czekałam dnia aż się córeczka urodzi, miesiąc później urodziła kolejna koleżanka i wręcz ciągnęło mnie do dzieciaczków. My sami musieliśmy czekać prawie rok by zacząć staranka. To że komuś się poszczęściło to tylko powód do radości a nie dodatkowego smutku.
Myszka a Ty dla mnie jesteś potęgą. Na prawdę, swoją siłą, mądrością i optymizmem obdzieliłabyś z 10 kobiet.
Myszka a Ty dla mnie jesteś potęgą. Na prawdę, swoją siłą, mądrością i optymizmem obdzieliłabyś z 10 kobiet.
