No właśnie mięśniaki mają to do siebie, że rosną pod wpływem estrogenów, więc lubią rosnąć w ciąży. Mój właśnie w ciąży się pojawił. Na pierwszym USG, gdzie tylko pęcherzyk ciążowy znaleźliśmy, żadnego mięśniaka nie było, dwa miesiące później trudno go nie zauważyć

Oglądałyśmy go znowu z moją lekarką już po łyżeczkowaniu. Ma 1,5cm. Powiedziała, że nie da się przewidzieć, jak się zachowa w kolejnej ciąży i że miała przypadek pacjentki, której zaczął rosnąć strasznie szybko, urósł do wielkości głowy noworodka i nikt nie dawał szansy tej ciąży, ale jednak czasem cuda się zdarzają i ciąża zakończyła się pomyślnie, choć cesarką. Zna też przypadki, kiedy mięśniak podczas ciąży ani drgnie. Nie wiadomo, co mój wymyśli. Ale lekarka stwierdziła, żeby go na razie nie ruszać, tylko obserwować. Zabieg (pomijając ewentualne komplikacje, a boję się, bo w zeszłym roku dwie moje koleżanki miały usuwane mięśniaki i całe szczęście, że mają już dzieci i więcej nie chcą, bo obie skończyły bez macicy

- ale z drugiej strony nie wiem, jakiej wielkości te mięśniaki były, więc pewnie ciężko porównywać) - zabieg może spowodować potem problemy lub brak możliwości zajścia w ciążę. Słyszałam też coś piąte przez dziesiąte o ryzyku pęknięcia macicy podczas ciąży, trudno mi powiedzieć, czy to włożyć między bajki, czy to realne zagrożenie, ale wydaje się całkiem logiczne, w końcu blizna nie jest raczej zbyt chętna do rozciągania. W każdym razie wolę zostawić i nie kombinować, licząc, że będę wśród tych, którym ten mięśniak w ciąży znacznie nie urośnie.
Ehh, chciałabym, żeby mnie ten cykl jednak zaskoczył. Nic nie wskazuje na to, a jak cały czas w serduszku mam cichą nadzieję. To naprawdę nieuleczalne.