Witajcie
Wpadłam na chwilę tylko powiedzieć "cześć", mam nadzieję że potem się pojawie i poczytam co tam u was. Mam 4 dni wolnego i miało być fajnie a jest lipa, Małego M mieliśmy odwieźć pod koniec tygodnia, niestety w 7 urodziny prócz prezentów dostał ospę tak więc były przeboje, nocna wizyta w szpitalu bo u nas oczywiście lekarz rodzinny ma wszystko w nosie i nie odbiera telefonu więc musieliśmy jechać 60 km do szpitala.
Teraz Mały leży, marudzi, ciągle z nim siedzę, wczoraj miał wysoką gorączkę 39,4 ale na szczęście udało się ja zbić. Jestem pół przetomna bo nie śpie w nocy, staram się pilnować aby on sięnie drapał bo na nodze już ma takie ślady brzydkie fioletowe i zostaną mu blizny.
Owu powinna być wczoraj - dzisiaj ale niestety nawet na objawach się nie skupiam, seksu też nie ma, jestem wściekła jak cholera, zmęczona, siedzę dzień i noc za przeproszeniem przy obcym dziecku a sama nie mam ani dla siebie czasu ani na to aby własne dziecko zrobić. A jeszcze matka Małego mnie wkurzyła, na wieść o tym że on ma ospę padło tylko jedno pytanie - kiedy możecie najpóźniej go odwieźć? Nawet nie obchodziło ją jak on się czuje.
Sorry że tak się wymarudziłam ale już nawet nie mam z kim pogodać, jak już mam wolne od pracy to zawsze coś innego mi się przytrafi i jakoś ostatnio w życiu nie mam farta. Nawet z M miałam dziś spięcie, nieduże ale już mam takiego doła że się popłakałam.
Wpadnę potem was poczytać.