Kasia nie przejmuj się teściową. Ja polecam poród rodzinny. Mój mąż bał się w nim uczestniczyć i od zawsze powtarzał , że on - NIGDY - ale tydzień przed oczekiwanym terminem porodu zmienił zdanie i był . Jestem mu za to wdzięczna , a i on wspomina chwile narodzin Zuzi z wielkim rozrzewnieniem i sentymentem , myślę , że te chwile połączyły ich na zawsze . Dla kobiety to, że bliska osoba jest znaczy dużo, daje poczucie bezpieczeństwa, łatwiej znieść oczekiwanie. Ja leżałam ze 3 godziny pod kroplówką i nic się nie dział , tylko zegar tykał , personel przychodził, wychodził , a tu nawet ruszyć się nie było jak tu kroplówka ,tu aparat ktg i to czekanie , niepewność co będzie za chwile . On siedział przy mnie, był. Wiedziałam , że poda mi wodę , zawoła położną jak coś się zacznie , nie byłam sama w obcym miejscu . Jego obecność była ważna szczególnie przy USG, kiedy lekarka nie mogła znaleźć buzi dziecka , kiedy przez moją głowę tłukły się najgorsze podejrzenia , czy dziecko oddycha, czy nie ma jakieś wady genetycznej bądź rozwojowej. Same wiecie jak człowiek w ciąży potrafi się zamartwiać i czasami nie zadaje ważnych pytań lekarzą. Teraz czekamy na drugie dziecko i mój mąż wybiera się ze mną na salę porodową. Jeśli chodzi o same narodziny to mąż był do końca , a potem towarzyszył dziecku i nie oglądał łożyska itd .
Patison ja Zuzię urodziłam na Lutyckiej , byłam zadowolona z opieki położnych i lekarzy, warunki sanitarne na salach też dobre, polecam .