Obejrzyj wideo poniżej, aby zobaczyć, jak zainstalować naszą stronę internetową jako aplikację internetową na ekranie domowym.
Notka: Funkcja ta może nie być dostępna w niektórych przeglądarkach.
Kobietki ja troche z innej beczki, bo ostatnio rozmawialysmy o pracy . Słuchajcie moze jaks praca chalpnicza? Macie jakies pomysly ? Tez nie pracuje i jakos mnie to meczy , chcialabym pomoc mezusiowi z kaska puki sie da . Jak cos wiecie dajcie znac .
Ja się kilka dni temu dowiedziałam, że jak urodzę i będę przez 5 miesięcy w domu to dostanę mniejszą pensję o 500 zł bo mi szef utnie premię, bo przecież mnie nie będzie w pracy. Wkurzyłam się na maxa bo pracuję tam już 7 lat i nigdy nie brałam zwolnień. No ale co poradzę. Już od miesiąca odkładam z mężem każdą złotówkę aby nie martwić się na zapas. A POTEM SIĘ WSZYSCY DZIWIĄ, ŻE KOBIETY PRACUJĄCE NIE CHCĄ RODZIĆ DZIECI. Normalnie trafia mnie. A najgorsze, że trzeba po pół roku wrócić do pracy a dziecko oddać opiekunce i jeszcze bardziej mi smutno z tego powodu, bo nie wiem jak to zniosę. Czy któraś z Was musiała też wrócić do pracy i jak sobie dałyście z tym radę?
Ja tak miałam, ale zostawiałam Wiki z babcią więc tyo chyba inna sprawa niż z opiekunką!!!
Co do kasy, to ja na macierzyńskim miałam większy zasiłek niż wynagrodzenie. Bo to średnia z 12 miesięcy przed porodem więc wchodzi w to każda premia i dodatkowa kasa typu bony itd.
Właśnie najgorsza jest ta średnia z 12 miesięcy jak ci szef część kasy dopłaca z kieszeni. Jak wyliczyłam sobie średnią to starczy mi na rachunki i skromne jedzenie przez miesiąc. A jak zachoruję (odpukać) i pójdę na zwolnienie to i średnia się zminiejszy.
Ale pomimo wszystko staram się nie myśleć o tym.
No bo przecież: Będę zdrowa, moje maleństwo będzie zdrowe a może wygram w lotto i wogóle nie wrócę do pracy. WSZYSTKO SIĘ MOŻE ZDARZYĆ więc lepiej się nie martwić (łatwo powiedzieć, trochę trudniej wykonać ;-)).
hej dziewczyny
chwile mnie nie było, wątek się rozrósł i jeszcze nie jestem na bieżąco. Spędziłam 3 dni w szpitalu dziecięcym ze starszakiem, który miał przepuklinę. Z ostrego dyżuru prawie prosto na blok operacyjny, trochę go pocięli, ale w sumie jest nieźle, bo blizna mała i chowa się w fałdce. po narkozie spal przez pol dnia, a potem postanowił roznieść oddział. energii miał tyle, ze dopiero o wpół do piątej nad ranem udalo sie go polozyc...
w sumie to przezyl to tak, ze najgorsze bylo spanie na krzesle przez dwie noce. nie ma miejsca dla rodziców, i jak pierwszej nocy dziwiłam się, ze przy najmniejszych dzieciach nikogo przez noc nie ma, tak po drugiej zrozumiałam. niektore z tych maluchow sa tam miesiacami. no i w takich warunkach mozna byc przy nich w dzien, bo spiac na krzesle w dzien byloby sie dla nich bezuzytecznym, a po paru dniach nawet brutalnym z przemęczenia. ciezka sprawa. no i oczywiscie rozumiem, ze ta sytuacja powodowana jest checia przyjecia wiecej dzieci, ale łatwo nie jest.
przespałam dzis pół dnia i daje malemu melise, zeby troche ograniczyc jego energie: przemęczac sie w koncu jeszcze nie powinien.
ciesze sie, ze juz jestem z wami. i nie spieszy mi sie z powrotem do szpitala![]()