Ale się obżarłam czekoladą. Fuj. Mam wyrzuty oraz dwa rządki czekolady jeszcze do skończenia.
Co do tego jak dowiedzieliśmy się o ciąży. My kombinowaliśmy z dzieckiem, ale nie jakoś specjalnie. Po prostu nie uważaliśmy. Co mnie dziwi, że dopiero po ślubie się wpadka zdarzyła, bo ja tabletek nie mogę a o zabezpieczeniu to nigdy nie pamiętaliśmy albo nam się nie chciało szukać.
W każdym bądź razie - S założył działalność, zaczęliśmy robić hostel a ja stwierdziłam, że dam wypowiedzenie w pracy, bo trzeba się zająć biznesem. W sumie to myśleliśmy o tym, żeby zrobić test przed daniem wypowiedzenia, ale nie było ku temu przesłanek. 27.04 dałam wypowiedzenie i ostatni dzień w pracy to był 13.05. Jakoś 11.05 miałam okres dostać. No i nie dostałam. Jakoś mnie tknęło w poniedziałek, 16.05, mówię mojemu S ze chyba zrobie test dla jaj, bo jakieś mam takie dziwne wrażenie (ja takie wrażenia to miałam już setki razy i majątek na testy wydałam przed ślubem).
Poleciałam po test - dwie kreski, jedna słabsza. Wołam małżonka do łazienki i mu mówię. Radość mieszała się ze zdziwieniem i stytuacja, w której nie wie się co powiedzieć. Ale zadzwonił zaraz do mamy i wygadał wszystko.
Na drugi dzień poleciałam po drugi test i zapisałam się do gina.
Wizyta u gina w czwartek zaowocowała stwierdzeniem ciąży a ja nie uwierzyłam i w drodze powrotnej kupiłam trzeci test
No i najlepsze to to, że koleżance koleżanka powiedziała, że mogę wrócić do pracy, o czym ja nie wiedziałam i zaczynałam kombinować już z zatrudnieniem u męża, zakładaniem własnej firmy itp, żeby świadczenia mieć. Po stoczonej walce z pracodawcą zatrudniono mnie znów, znaczy się umowa do porodu i później macierzyński jeszcze.
Dlatego na L4 jestem od 5 tygodnia właściwie
Tysia - bardzo mi przykro z powodu straty rodziców. Moja mama zmarła na raka miesiąc równy przed narodzinami swojego pierwszego wnuka. Miała 49 lat i cieszyła się jak głupek z jego powodu.
A co do zwierzaka - powiem Ci, że w momencie jak mama zamknęła oczy ja siedziałam obok jej łózka na podłodze, tato na krześle i przyszła do nas Mru (nasza śp kotka) i położyła mi łapkę na plecach, jakby chciała mnie pocieszyć i przytulić. Takie odniosłam wrażenie.
Po śmierci dziadka mojego babcia psa musiała też uśpić, bo coś mu się stało, zachorował.
Cukiereczek - jestem w szoku. Tyle co Ewelina pisała o drobnej wpadce swojego wybranka, ale to chyba był pikuś w porównaniu z tym co Ty piszesz. Ale może źle coś zrozumiałaś? Może nie ma co się denerwować teraz?