No nie nabyłam się. Obecnie mam status przyjętej na patologię i wypisanej na własne żądanie. Najpierw mnie przyjęli, 3 godziny im to zajęło, a potem oznajmili, że to nie na porodówkę, tylko na patologię i że nic się nie dzieje i mam czekać do poniedziałku albo wtorku. Nawet M. rozmawiał z ordynatorem, ale na lekarza dyżurnego nie było mocnych i w końcu powiedziałam, że mieszkając 10 minut od szpitala nie będę leżała jak głupia, jak nic mi nie jest.
Ale przez te trzy godziny i położna i dwóch młodych lekarzy szykowali mnie na porodówkę, aż nie pojawił się dyżurny. Wszyscy zdziwieni, że się sprzeciwił ordynatorowi, ale co poradzić. Potem podobno się tłumaczył, ale mnie to już nic nie obchodziło, bo byłam w domu. Nawet nie chcę mówić ile mnie to nerwów i płaczu kosztowało.