Fifi się bawi, ale tak jak pisze Nieobecna, jęczy o wszystko, jak coś jest nie po jego myśli to ryk, na spacerze wózek nie, za rękę nie. Masakra jakaś. Coś mu się poprzestawiało ostatnio i testuje moją cierpliwość. Mam nadzieję, że to minie. Ja się łapię teorii skoków rozwojowych

Przynajmniej mam jakąś nadzieję na koniec.
No i muszę wyciągnąć wyciskaczkę do soków.
Ogarnęła mnie dziś jakaś panika, jak to będzie. Przypomniałam sobie, jak to wszyscy zapewniali, że pomogą jak się Fi urodzi, a jak przyszło co do czego, to zostałam sama. W dwa tygodnie straciłam wtedy chyba 12 kilo. Masakra jakaś. Teraz wiem, że powinnam sobie dać więcej luzu, a ja we wszystkim chciałam być idealna. Oprócz Filipa, to jeszcze obiadki, prania, sprzątania, wizyty u rodziny z uśmiechem na twarzy. Koszmar.