Cześć dziewczyny !
A u mojego męża w domu rodzinnym alkoholu się nie pije prawie w ogóle.
Odkąd jeżdżę do teściów alkohol był tylko raz - na ostatnią Wielkanoc - jak byli dodatkowi goście oprócz domowników i nas :-)
Natomiast u moich rodziców zdarza się przy jakiejś okazji, ale nikt nikogo nie zmusza. I ja zawsze wolę być przy tym bo zawsze mogę palcem pogrozić
A tak w ogóle to dzisiaj rano wymyśliłam sobie, że idę do lekarza rodzinnego.
Skończyły mi się paski do glukometru a jak mam receptę to płacę tylko 30%.
Zadzwoniłam rano, żeby zarezerwować numerek. Kobietka pyta czy na 11 mi pasuje - pasowało, wiec pojechaliśmy z moim M. Zarejestrowałam się i pod gabinet. Pod gabinetem dwie babiny typu moherowe berety. Pytam grzecznie na którą godzinę maja numerek. A one, że nie wiedzą, ale teraz one wchodzą. Więc ja im na to, że ja mam na 11 (a było za 10). Czekamy aż wyjdzie pacjentka, a jedna z tych babć chyba pięć razy się podrywała, żeby wejść przede mną.
Ale że ja teraz w ciąży bojowa jestem to weszłam razem z nią i pytam pani doktor czy ma jakieś pacjentki na wcześniejszą godzinę bo ja na 11.
No i okazało się że jedna miała numerek na 12.15 a druga na 12.30.
Wyszły łaskawie na korytarz, a ja zostałam.
Ale jak mi d...pę obgadały to ich. Wiem bo mój M akurat był na fajeczce i jak wrócił to raptem zamilkły.
No jak można być takim kłamczuchem.
Ale w tej mojej przychodni nic się nie zmieniło :-)