jesteście kochane

z rana zadzwoniłam do gina, najlepsze bo kobieta w rejestracji pyta się a co mi dolega, że chce szybciej wizyte i że bóle brzucha i wymioty to normalny objaw ciąży i że nie ma powodu by robić lamenty

Wku się, baba z rejestracji chciała decydować czy mam powód by szybciej iść na kontrole. Zadzwoniłam do mojego lekarza rodzinnego bo pamiętałam, że gin to jego znajomy i godzina nie mineła jak kobieta z rejestracji bardzo słodko zaprosiła mnie na 12
No więc fasolinka jest cała zdrowa i według usg termin mam na 20stycznia, całe pięć dni wcześniej, ciekawe, że tak wcześnie to widać. No ale gin znawca więc się nie kłuce. A ja mam nadzieje, że fasolinka pojawi się 24stycznia w urodziny mojej mamy

Troche gorzej ze mną. Bo możliwe, że to zatrucie ciążowe. Jutro rano badam krewkę i kolo 12 będzie wiadomo. Gin kazał mi się przygotować w razie czego na szpital. Odetchnęłam z ulgą jak powiedział, że mnie skieruje na Raszeja (w poznaniu) bo bałam się że na polną mnie wyśle, a tam nie chcę

(ta alem wybredna)
Dzisiaj widziałam fasolinkę i aż mi serducho z wrażenia ścisło, teraz to już wiem, że na 100% tam ktoś zamieszkał

taka mała fasolka z malusim serduszkiem, jeżu to ma już serduszko, a ma dopiero 7 tygodni.
I pomyślałam o barbarzyńcach, którzy pozwalają usówać ciąże do 11tyg. okropieństwo. Wcześniej tak tego nie odbierałam, bo nie wiedziałam, że tak się szybko rozwija zarodek.